Reklama

Po prostu kochać

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Pięćdziesiąt lat wędrujemy razem przez świat” - recytowała Elżbieta Machura z Sosnowca, która świętowała złoty jubileusz małżeństwa wraz ze swoim mężem Andrzejem oraz 24 innymi parami małżeńskimi. Małżonkowie, którzy wypowiedzieli sakramentalne „tak” w Święta Wielkanocne 1961 r. i tym razem byli przejęci... 50 lat wspólnego życia to imponujący staż małżeński. Nie każdy może się nim poszczycić.
Życie z drugą osobą pod jednym dachem i to przez pół wieku na pewno nie zawsze jest proste. Jubilaci jednoznacznie twierdzą, że bycie razem to codzienna walka charakterów i sztuka kompromisów. Każde z nich musiało wypracować swoją receptę na udany związek i szczęśliwe życie z drugą osobą. „Trzeba żyć normalnie, w spokoju i harmonii. Przede wszystkim trzeba widzieć dobro rodziny i dzieci oraz oczywiście pracować. Mamy za sobą sporo lat pracy zawodowej i trzeba było wszystko pogodzić, żeby nikt nie ucierpiał” - opowiada Aniela Kruk, tegoroczna jubilatka.

Życie w duecie

Reklama

Jak mówią małżonkowie, życie w duecie to piękne chwile pełne wzruszeń. Nierzadko codzienny stres i obowiązki powodują, że w rodzinną sielankę wkradają się nieporozumienia. Cała sztuka polega na tym, żeby nauczyć się je ograniczać i wypracować swój sposób na szybkie rozwiązywanie małżeńskich problemów. „Trzeba podchodzić do wszystkiego na zasadzie kompromisów, a nie tylko twardo stać przy swoim stanowisku. Trzeba wziąć pod uwagę drugą stronę” - radzi Henryka Rudkowska. Od jubilatów młode małżeństwa mogą się wiele nauczyć, szczególnie, że współczesne czasy sprzyjają niestety rozpadowi instytucji rodziny, a nie jej wzmocnieniu. „Po pierwsze trzeba wybrać kogoś, kogo się naprawdę kocha. A później najważniejszy jest kompromis i umiejętność znalezienia złotego środka” - zauważa Ryszard Rudkowski, mąż Pani Henryki.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Recepta

Reklama

„Jaka jest moja recepta na długotrwały związek? To bardzo trudne pytanie” - mówiła Lucyna Matras. „Trzeba się po prostu kochać. Trzeba być nastawionym pozytywnie, a najważniejsze - kobieta powinna być przygotowana na wyrzeczenia. Żeby była zgoda. Wyniosłam z domu przekonanie, że kobieta powinna być poddana mężowi. Nieraz człowiek nie może się z tym pogodzić, ale ja zawsze ulegam i staram się, by było wszystko dobrze, tak jak do tej pory”.
„Zgodność charakterów to nie jest coś zewnętrznego - powiedział Andrzej Grabek z Sosnowca. - To umiejętność dopasowywania się do potrzeb drugiej osoby. I to jest moim zdaniem najważniejsze. Umiejętność zrozumienia i wczucia się w potrzeby, w przyzwyczajenia współmałżonka. Czy to jest łatwe? O nie! Nieraz zrezygnowanie z własnych przyzwyczajeń jest bardzo trudne, ale to jest szkołą życia. Małżeństwo to nie jest podpisanie aktu. To jest to, że uwierzyliśmy, że to, co Bóg złączył, człowiek nie rozdzieli. I to jest podstawa. Uwierzyliśmy w to, że nikt nie jest zdolny nas rozłączyć: czy przeciwności losu, czy niewygody, czy trudności, czy niekiedy różnice w naszych upodobaniach - nie mówię różnice charakterów - bo charakter i upodobania to zupełnie coś innego. Bo charakter to jest właśnie umiejętność rezygnowania z własnych upodobań, rezygnowania z własnych przyzwyczajeń na rzecz drugiej osoby. I to jest kwintesencja tego, że się kochamy”.

Wspólne cele

Stanisława i Kazimierz Kornetowie zawsze trzymali się razem, mieli wspólne cele w życiu i poświęcili się dzieciom. „Sprzeczaliśmy się jedynie o drobiazgi, bo nasze charaktery dobrze do siebie pasują, a to jest ważne” - przekonuje Pan Kazimierz. Pani Stasia uśmiecha się i mówi: „Mąż to taki typ społeczny, całe życie działał, miał ambicje. Ja wtedy się gospodarstwem zajmowałam, domem. Narzekałam, ale nie przeszkadzałam mu, bo wiedziałam, że to jego pasja. Nie mogłabym mu odbierać przyjemności. I tak nam zleciało...”. Znali się od dziecka, choć Pan Kazimierz był od niej o 7 lat starszy. „A potem wpadliśmy sobie w oko. Bardzo mi się spodobał, był marynarzem. W mundurze chodził” - wyznaje Pani Stanisława. „A za mundurem panny sznurem” - śmieje się Pan Kazik. Doczekali się dwóch córek i sześciu wnucząt.
Jak radzić sobie z problemami w małżeństwie? - zastanawiali się Irena i Józef Królowie. „Spokojnie, bez nerwów. I trzeba mieć dużo zrozumienia jeden dla drugiego. U nas w domu mieszkają trzy rodziny. Mieszkamy z dziećmi, z wnukami. Czy łatwo utrzymać zgodę w małżeństwie? Różnie to bywa. U nas w domu wszyscy słuchają się starszej osoby, czyli żony, i jakoś jest…” - zaznaczają.

Wzajemny szacunek

Złoci Jubilaci przyjęli wiele kwiatów i serdeczności od swoich najbliższych, którzy z miłością wypowiadali się o swoich rodzicach. „Co mnie fascynuje w moich rodzicach? - zastanawiała się Ewa Wolna, córka Ireny i Zenona Lisów. - To, że mimo wielu problemów, trudności życiowych wytrwali 50 lat. Mimo że mają krańcowo różne charaktery, potrafią się porozumieć. Jak to się stało, że moi rodzice są razem dalej, wciąż niezmiennie? Po prostu się kochają, mimo wszystko. Dla nich obojga najważniejsza jest rodzina. To jest taki pewnik, taki filar. Wszystkie inne sprawy to dodatek. Pewnie, że było mnóstwo różnych problemów, ale pokonywali je wspólnie. Chociaż czasami są między nimi nieporozumienia, to jednak zawsze wzajemnie się wspierają”.
Na pytanie, co mnie fascynuje w moich rodzicach, próbował odpowiedzieć Andrzej Matras, syn Państwa Matrasów. „Fascynuje mnie to, że to jest nieustająca miłość, przywiązanie do siebie i wzajemny szacunek. I to ekscytujące, że przez te kilkadziesiąt lat jestem świadkiem ich szczęśliwego pożycia jako ich syn. Mieszkamy w tej samej miejscowości. Nie zauważyłem u nich jakichś poważniejszych problemów. Wychowali nas, zaszczepiając normy moralne, honor, poczucie własnej godności, zasady wiary chrześcijańskiej, które ja teraz przenoszę do swojej rodziny” - podkreśla Pan Andrzej.

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Katarzyna Niewiadoma-Phinney - z Ochotnicy Górnej na szczyt Mont Ventoux

2026-08-07 20:00

[ TEMATY ]

kolarstwo

Katarzyna Niewiadoma‑Phinney

PAP/Grzegorz Momot

Katarzyna Niewiadoma

Katarzyna Niewiadoma

Katarzyna Niewiadoma-Phinney odniosła w piątek jeden z najpiękniejszych sukcesów w kolarskiej karierze, wygrywając po samotnej, ponad 8-kilometrowej ucieczce kończący się na Mont Ventoux siódmy etap kobiecego Tour de France i obejmując prowadzenie w klasyfikacji generalnej wyścigu.

Kasia, bo tak nazywają ją nie tylko bliscy, ale również koleżanki i rywalki z tras, przeszła długą drogę od pierwszych kroków w sporcie do sukcesów stawiających ją w gronie najlepszych zawodniczek świata. Na rowerze spróbowała sił w wieku 6 lat zachęcona przez rodziców, szczególnie ojca Stanisława, wielkiego miłośnika kolarstwa, który do dziś z zapałem jeździ na rowerze, a w piątek dopingował córkę na zboczu słynnej Góry Wiatrów.
CZYTAJ DALEJ

Ukraińskie Kościoły wzywają do światowej modlitwy za Ukrainę 24 sierpnia

2026-08-07 18:29

[ TEMATY ]

modlitwa

Ukraina

35. rocznica

Magdalena Pijewska

Wszechukraińska Rada Kościołów i Organizacji Religijnych (WRKiOR) zaapelowała do przywódców religijnych, duchowieństwa, wspólnot wyznaniowych i wiernych na całym świecie o włączenie się w Światową Modlitwę za Ukrainę 24 sierpnia, w 35. rocznicę odzyskania przez ten kraj niepodległości.

W apelu opublikowanym 7 sierpnia w Kijowie Rada podkreśliła, że tegoroczny Dzień Niepodległości przypada w czasie trwającej wojny, która przyniosła Ukrainie ogromne straty ludzkie i materialne. Wśród jej konsekwencji wymieniono m.in. okupację części terytorium kraju, deportacje dzieci i ludności cywilnej, zniszczenie miast i wsi oraz infrastruktury, a także prześladowania wspólnot religijnych i wiernych różnych wyznań.
CZYTAJ DALEJ

Rowerem do La Salette

2026-08-07 21:27

Archiwum ks. Marcina Napory

Dziesięć dni, niemal 1700 kilometrów, ponad 17 tysięcy metrów przewyższeń, pięć europejskich państw i jeden cel – Sanktuarium Matki Bożej w La Salette.

To najkrótszy opis rowerowej pielgrzymki, która rozpoczęła się w Bodzanowie i zakończyła u stóp francuskich Alp. Pielgrzymki pod przewodnictwem ks. Marcina Napory. Wraz z kapłanem, wikariuszem Parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Bodzanowie na peilgrzykowa trasę wyjechali: Maciej Gonkiewicz, Kacper Kosela, Wiktor Ochojski, Wojciech Smogór, Mateusz Szostak i Julia Zielińska.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję