To angielskie wyrażenie robi ostatnimi czasy wielką furorę. Po części dlatego, że wpasowuje się jak ulał w nasze zapotrzebowania. Wypatrujemy wirtualnej rzeczywistości, bo mamy zaprogramowaną tęsknotę za rajem. Tym intensywniej wyglądamy, im częściej życie w „realu” piecze jak diabli. Lecz z drugiej strony dążenie do „virtualu” jest pewną formą rejterady, ucieczki. Wynika ona z usprawiedliwiającej niemocy, ale i z niechlubnego tchórzostwa. Bo nie chcemy działać, bo straciliśmy zapał, bo nie ma w nas chęci do walki.
Zdarza się też, że w „virtualu” znajdujemy się bez własnej woli. Ktoś nas do niego wprowadza, albo nawet wpędza. Będąc już tam, żyjemy w błogim przekonaniu, że to najprawdziwsza rzeczywistość. Już na pierwszy rzut oka widać, że taka sytuacja jest niesłychanie groźna, bo prowadzi do życia w wyrafinowanym kłamstwie. Kłamstwo jest zaś klatką o niewidocznych kratach. Nie można ich zobaczyć, dotknąć ani poczuć krępującego charakteru. A one, jak się okazuje, skutecznie oddzielają od true reality.
„Tu już nic nie da się zrobić”? Dlaczego wszystko potoczyło się właśnie tak. Co zrobić z lękiem o przyszłość, bezsilnością i poczuciem, że w ważnej sprawie nic już nie da się zmienić?
Chcę Ci opowiedzieć o szesnastolatku porwanym przez piratów. Przez sześć lat żył w niewoli, cierpiąc głód i zimno. Kiedy wreszcie odzyskał wolność, mogłoby się wydawać, że nigdy nie zechce wrócić do miejsca swojej krzywdy. A jednak historia św. Patryka potoczyła się zupełnie inaczej. Co sprawiło, że wrócił?
Louis Prevost, najstarszy brat papieża Leona XIV, jest leczony na szpiczaka mnogiego, który po siedmiu latach niewielkiej aktywności zaczął się nasilać. W tym samym czasie papież dochodzi do siebie po operacji usunięcia fragmentu prawego płuca, w którym wykryto nowotwór. Obaj bracia wspierają się modlitwą - donosi agencja OSV News.
75-letni Louis Prevost przebywa w szpitalu na Florydzie. W rozmowie z serwisem OSV News 16 października powiedział, że gdyby nie choroba, wraz z żoną Deborah byłby teraz w Rzymie przy Ojcu Świętym.
Maja Chwalińska wygrała w finale turnieju WTA 1000 w Wuhan
Maja Chwalińska wygrała turniej WTA 1000 w Wuhan. W niedzielnym finale pokonała brytyjską tenisistkę Sonay Kartal 2:6, 6:4, 6:2. To pierwszy tytuł Chwalińskiej w cyklu WTA. W poniedziałek awansuje na 11. miejsce w rankingu światowym.
Poprzednio szansę na tytuł miała w czerwcu, ale w finale przełomowego dla niej French Open przegrała z Rosjanką Mirrą Andriejewą. Turnieje rangi 1000 rangą ustępują tylko Wielkim Szlemom.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.