Reklama

Misje na Komorach (II)

Niedziela w Chicago 28/2004

Oto załoga dyspensarium i szpitala dla poparzonych.

Oto załoga dyspensarium i szpitala dla poparzonych.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Obecność islamu i - powiedzmy szczerze - nijaka polityka Francji spowodowały, że misje chrześcijańskie na Komorach nie miały szansy się rozwinąć. Od początku swojej obecności na wyspach Kościół katolicki nastawiony był raczej na działalność charytatywną. W latach 60. i 70. XX w. misja obejmowała szkołę i szpital w Moroni, gdzie pracowały siostry ze Zgromadzenia św. Tomasza de Villneuve, objeżdżano też wioski w buszu. Do tego zadania sprowadzono w drugiej połowie lat 70. z Madagaskaru siostry ze Zgromadzenia Bożej Opatrzności.
W latach 70. wraz z uzyskaniem niepodległości szkolnictwo przeszło pod zarząd państwa, w związku z czym misja katolicka całkowicie poświęciła się pracy charytatywnej wśród chorych. Obecnie w ramach misji dobrze funkcjonuje ośrodek zdrowia, który przyjmuje dziennie 100-150 pacjentów, tania apteka, sala opatrunkowa, gdzie szczególnie opatruje się poparzone dzieci. Poparzenia to, niestety, specyfika Komorów. Pozostawione bez opieki dzieci ulegają często groźnym wypadkom. Bez fachowej opieki misyjnego ośrodka zdrowia skazane byłyby na śmierć. W ramach misji działa też niewielki szpital na około 25 łóżek, gdzie cięższe wypadki poparzeń i malarii można leczyć bez konieczności codziennego transportu do miejskiego szpitala. Obok niego jest jeszcze maleńka porodówka na 10 łóżek i sala konsultacyjna dla matek w ciąży. To wszystko, co opisałem powyżej, to tzw. Miejskie Centrum Medyczne Caritas, znajdujące się na terenie misji w Moroni.
Jak już poprzednio wspomniałem, od prawie 40 lat pracuje tutaj s. Colette, którą miejscowa ludność nazywa „Coco” (babcia) Colette lub Matka Teresa z Moroni. Jej poświęcenie i oddanie są uderzające. Siostra ta praktycznie cały czas obecna jest w szpitaliku i krząta się między chorymi dziećmi. O każdej porze dnia i nocy, na każde zawołanie gotowa jest służyć i opatrywać rany. Smutne jest tylko to, że choć poświęciła całe swoje życie tutejszej ludności, będąc najpierw nauczycielką w szkole, a później zajmując się chorymi, gdy poważnie zachorowała, musiałem ją sam zawieźć nieprzytomną do szpitala miejskiego. Na pomoc lekarską musiała czekać ponad 45 minut... Byłem oburzony i zdziwiony, bo skoro wszyscy ją znają, wszyscy przyznają się do tego, że kiedyś byli przez nią uczeni lub leczeni, to dlaczego jednocześnie nie wykazują najmniejszego zainteresowania tą, którą tak rzekomo szanują i poważają? Dopiero interwencja lekarza, który czasami odwiedzał i pomagał siostrze w jej szpitalu, odniosła skutek. Takie są tutaj zwyczaje. Skąd się one biorą i jakie są tego przyczyny? To jest dla mnie jeszcze problem nierozwiązany... niemalże tajemnica. Jestem bowiem, delikatnie mówiąc, zaszokowany, kiedy czytam, że 63-letnia świecka misjonarka włoska została bestialsko zamordowana w założonym przez siebie szpitalu w Boroma (północna Somalia). W szpitalu tym pracowała od 33 lat, pomagając miejscowej ludności. Albo o. Mario Mantovani, od 45 lat misjonarz w Ugandzie, gdzie zajmował się trędowatymi, został zabity 14 sierpnia ub. r. na drodze z Capoto do Kotido.
Wracajmy na naszą misję. Oprócz Centrum Medycznego Caritas w Moroni misja zajmuje się także pomocą medyczną w buszu. Od lat dwie siostry (obecnie Malgaszki) ze Zgromadzenia Bożej Opatrzności codziennie wyruszają w busz, do rozrzuconych po wyspie wiosek, aby tam służyć ludności podstawową pomocą medyczną. Jest to nie tylko leczenie, opatrywanie ran i dystrybucja środków antymalarycznych oraz najpotrzebniejszych lekarstw, jak aspiryna czy środki przeciw biegunce. Siostry organizują także regularne kształcenie i douczanie miejscowej ludności, szczególnie kobiet w dziedzinie higieny, opieki nad dziećmi, prowadzą kursy kroju i szycia czy gospodarstwa domowego. Niewielkie środki, niewielka z pozoru działalność, a jednocześnie widoczne efekty. Jest to coś, co pomaga wyjść z zacofania i biedy miejscowej kobiecie, która nie ma żadnych praw. Siostry mówią wprost, że pracują na rzecz promocji kobiety. Czasami myślę sobie, że gdyby kiedyś otworzyły się bramy religijnej wolności, to chyba pierwszymi nawróconymi byłyby komoryjskie kobiety, które tak wiele pomocy otrzymały. Chociaż na to trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.
Obecny tu ksiądz nie uczestniczy bezpośrednio w pracach ośrodka zdrowia czy szpitala, ale jest koordynatorem tej pracy. Do niego należy troska o zapewnienie środków materialnych potrzebnych do funkcjonowania misji, a więc i Centrum Medycznego. Ksiądz jest odpowiedzialny za kontakty ze wszystkimi organizacjami charytatywnymi wspierającymi działalność misji w Moroni, a także za całą materialną i finansową strukturę misji i Centrum. Centrum Medyczne jest prowadzone w ramach Caritas, a więc ksiądz jest tu także przedstawicielem tej organizacji. Oczywiście, do jego codziennych obowiązków należy duszpasterska troska o katolików mieszkających na tych trzech wyspach (Ngazidja, Anjouan i Moheli). Codzienna Msza św. z krótką homilią to kapłański obowiązek. W Eucharystii w dzień powszedni uczestniczą siostry i od 5 do 7 innych osób. Buduje mnie ich wiara i zaangażowanie. Pomagają w organizowaniu i animacji liturgii i życia parafialnego. Są to: zairska rodzina Mongimur, mama Daphrose - uciekinierka z Rwandy, Charles - rwandyjski inżynier na wygnaniu i malgaski lekarz. Bez nich kościół świeciłby pustkami i poza 3 siostrami i bratem Filipem nie byłoby na codziennej Mszy św. nikogo.
Na niedzielną Mszę św. przychodzi trochę więcej ludzi, ale to są stale ci sami, wierni katolicy „dnia powszedniego”, którzy animują niedzielną liturgię (czytania, komentarze do czytań, modlitwa wiernych, śpiewy). Tutaj dopiero widać, jak bardzo ważne jest poczucie przynależności do parafii, jak istotne jest, by nie była to przynależność anonimowa. To dopiero w diasporze, takiej jak na Komorach, docenia się wartość wspólnoty Kościoła, parafii, grupy. Tutaj każdy każdego zna, ksiądz zna wszystkich i ze wszystkimi utrzymuje przyjacielskie kontakty.
Wydawać by się mogło, że parafia niewielka to i problemy niewielkie, ale trzeba pamiętać, że znajduje się ona na dwóch wyspach. Geograficznie jest to parafia na wyspie Ngazidja na Oceanie Indyjskim. Już to odcięcie od świata sprawia niejednokrotnie wiele trudności. Na wyspie, jak i w całym kraju, nie ma praktycznie żadnej produkcji. Wszystko jest importowane z zewnątrz, a co za tym idzie niejednokrotnie proste i łatwo dostępne w Europie rzeczy tutaj są nieosiągalne albo w najlepszym przypadku trzeba na nie czekać całymi miesiącami, nie wspominając już o horrendalnych cenach, które przekraczają trzykrotnie ceny w Europie. Dlatego też prowadzenie całej misji i parafii to niezła codzienna „gimnastyka” finansowa. Ponadto parafia w Moroni kulturowo znajduje się na maleńkiej wyspie katolicyzmu w morzu islamu. Jesteśmy tutaj obcy i to da się wyczuć na każdym kroku. Nie wolno nam używać dzwonu, organizować procesji, nie wolno z nikim rozmawiać na tematy religijne. Bywa, że w czasie Mszy św. wieczornej lub przedpołudniowej niedzielnej młodzież złośliwie rzuca kamienie na blaszany dach kościoła lub przychodzi pod okna świątyni z radiem włączonym na cały głos, albo z ulicy przedrzeźnia nasze śpiewy liturgiczne... Zdarzyło mi się, że kilkoro młodzieńców weszło do kościoła w czasie Mszy św. i mimo że zachowywali się poprawnie i na głowach mieli islamskie kofije, chcieli przystąpić do Komunii św.
Do obowiązków kapłańskich w Moroni dochodzą także w miarę regularne wizyty na dwóch pozostałe wyspach: Anjouan i Moheli. Parafia położona na dwóch wyspach, izolacja, samotność i odpowiedzialność za wszystko - i to nie tylko w parafii, domu, misji, ale i w Centrum Medycznym - powoduje, że jedyny tu ksiądz naprawdę ma co robić. I to wszystko w temperaturach zbliżonych do temperatury w pobliżu pieca hutniczego.
Oczywiście, nie piszę o tym, aby się skarżyć czy utyskiwać, ale aby przybliżyć chociaż odrobinę warunki i rodzaj pracy misyjnej na tym zapomnianym przez cywilizację archipelagu. Z drugiej strony, jak wspomniałem, wiele jest momentów radosnych i budujących w życiu misjonarza, wiele takich chwil, kiedy dostrzega, że jego praca jest potrzebna i doceniana, co nie zawsze jest widoczne w wielu spoganiałych parafiach w Europie, gdzie miałem okazję bywać - w Niemczech, Belgii, Anglii, Holandii.
Na misjach bardzo często ksiądz jest nie tylko duszpasterzem, ale także jedyną nicią łączącą ze światem zewnętrznym. Tak było dla kilku Europejczyków, którzy mieli nieszczęście znaleźć się w miejscowym więzieniu. Od ponad sześciu miesięcy odwiedzam w tym - jak żartują - hotelu Moroni II dwa razy w tygodniu pewnego Filipa, Belga z pochodzenia. I nie tylko jego. Wcześniej było tu dwóch Francuzów...

Zapraszam też na moją stronę internetową: www.kazikq.alleluja.pl

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Najświętsze Imię Maryja

Niedziela świdnicka 39/2017, str. 8

[ TEMATY ]

wspomnienie Imienia NMP

Ks. Zbigniew Chromy

Bazylika Santa Maria Maggiore – najważniejsza świątynia dedykowana Matce Bożej

Bazylika Santa Maria Maggiore – najważniejsza świątynia dedykowana Matce Bożej
Wśród wielu uroczystości, świąt i wspomnień Najświętszej Maryi Panny, jakich wiele jest w ciągu roku liturgicznego, dowolne wspomnienie Najświętszego Imienia Maryi jest nieco zapomniane, już przez sam fakt, że jest ono dowolne. Święto imienia Maryi zaczęto obchodzić w Hiszpanii, ale dopiero po zwycięstwie odniesionym przez Jana III Sobieskiego pod Wiedniem, 12 września 1683 r. papież bł. Innocenty XI, na wniosek polskiego króla rozciągnął jego obchód na cały Kościół katolicki. Zgodnie z tradycją i żydowskim zwyczajem Matka Boża cztery dni po swoim urodzeniu otrzymała imię Maryja. Ponieważ Jej urodziny obchodzimy 8 września, stąd 12 września przypada wspomnienie nadania Najświętszej Dziewicy imienia Miriam. To hebrajskie imię oznacza „być pięknym lub wspaniałym”, zaś w języku aramejskim, którym posługiwano się w Palestynie w czasach Jezusa i Maryi, imię to występuje w znaczeniu „Pani”. Gdy zsumujemy znaczenia tego imienia w języku hebrajskim i aramejskim, otrzymamy tytuł „Piękna Pani”. Zatem Maryja to „Piękna Pani”, i tak jest ona nazywana od najdawniejszych czasów. Potwierdziły to badania archeologiczne przeprowadzone w Grocie Nazaretańskiej pod kierownictwem o. Bellarmimo Bagattiego. Największą niespodzianką było wydobycie kamienia z napisem: EMAPIA. To skrót greckiego wyrażenia: „Chaire Maria” (Bądź pozdrowiona, Maryjo). To jedne z najstarszych dowodów czci oddawanej Maryi, Matce Bożej. Po przeprowadzeniu zaś wnikliwych badań archeolodzy doszli do wniosku, że znaleziska te są fragmentami najstarszej świątyni chrześcijańskiej w Nazarecie. Znaleziono tam również dwa inne napisy z końca I wieku. Drugi z nich zawiera dwa słowa: „Piękna Pani”. Kiedy czytamy relacje osób widzących Matkę Bożą, np. św. Katarzyny Labouré, św. Bernadety Soubirous czy Dzieci z Fatimy, wszystkie te osoby nazywają Maryję Piękną Panią. Przejdźmy teraz do samego wspomnienia Najświętszego Imienia Maryi. Wyżej powiedziano, że bł. Innocenty XI wspomnienie to rozciągnął na cały Kościół na wiosek naszego Króla Polski. W 1683 r. potężna turecka armia groziła całej Europie, w tym Stolicy Apostolskiej. Pewny siebie Sułtan Mehmed IV rozmyślał, jak to uczyni z Bazyliki św. Piotra stajnię dla swoich rumaków. Wydawało się, że nie ma już ratunku ani dla oblężonego Wiednia i całego chrześcijaństwa. W tym ciężkim położeniu bł. Innocenty XI wysłał posła do Jana III Sobieskiego z prośbą, aby pośpieszył na odsiecz, podobne poselstwo wysłał cesarz austriacki. Jednak Sejm, mając na uwadze pusty skarb i wyczerpany wojnami kraj, wahał się. Wtedy to spowiednik króla św. Stanisław Papczyński dzięki Maryi ostatecznie przekonał króla oraz sejm. Matka Boża ukazała się św. Stanisławowi i zapewniła o zwycięstwie. Kazała iść pod Wiedeń i walczyć. Założyciel Marianów wystąpił wobec króla, senatu, legata papieskiego i przemówił tymi słowami: „Zapewniam cię, królu, Imieniem Dziewicy Maryi, że zwyciężysz i okryjesz siebie, rycerstwo polskie i Ojczyznę nieśmiertelną chwałą”. Sobieski idąc na odsiecz Wiednia, zatrzymał się na Jasnej Górze. Wstępował też po drodze do innych sanktuariów maryjnych, aby błagać Maryję o pomoc. 12 września Sobieski przed bitwą uczestniczył w dwóch Mszach św., w tej drugiej służąc bł. Markowi d’Aviano jako ministrant. Przystąpił do Komunii św. i leżąc krzyżem, wraz z całym wojskiem ufnie polecał się Matce Najświętszej. Chcąc, aby wszystko działo się pod Jej znakiem, dał rycerstwu hasło: „W imię Panny Maryi – Panie Boże, dopomóż!”. Polska jazda z imieniem Maryi na ustach ruszyła do ataku, śpiewając „Bogurodzicę”. Armia turecka licząca ok. 200 tys. żołnierzy uciekała przed 23 tys. polskiej jazdy. Atak był tak piorunujący i widowiskowy, że wojska cesarza austriackiego opóźniły swoje uderzenie, żeby podziwiać szarżę naszej husarii. Tego dnia zginęło 25 tys. Turków, a Polaków tylko jeden tysiąc.
CZYTAJ DALEJ

Papież udaje się do Francji. Co mówił jego poprzednik 18 lat temu w Paryżu?

2026-09-12 11:33

[ TEMATY ]

Francja

Paryż

wizyta

papież Benedykt XVI

Vatican Media

W Pałacu Elizejskim Benedykt XVI mówił m.in. o znaczeniu dobrze pojętej laickości

W Pałacu Elizejskim Benedykt XVI mówił m.in. o znaczeniu dobrze pojętej laickości

Za niespełna dwa tygodnie Leon XIV rozpocznie podróż do Francji. Poprzednia papieska wizyta nad Sekwaną miała miejsce dokładnie 18 lat temu, gdy z okazji 150-lecia objawień w Lourdes kraj odwiedził Benedykt XVI. Choć młodzi ludzie, którzy dziś czekają na Papieża nie mogą jej pamiętać, to zapoznanie się z nią może być dobrym wprowadzeniem w słuchanie słów Ojca Świętego. Bowiem jego poprzednik połączył szacunek do francuskiego dziedzictwa z doskonale sobie znanym nauczaniem św. Augustyna.

Gdy 12 września 2008 r. Benedykt XVI wyruszał z czterodniową wizytą do Paryża, media rozpisywały się o tym, że nad Sekwanę przybywa „papież – frankofil”. Z jednej bowiem strony od dziesięcioleci znane było jego zamiłowanie do francuskiej kultury i dzieł naukowych, z którymi zapoznawał się w oryginale, biegle posługując się językiem francuskim. Z drugiej zaś także i Francja nie szczędziła mu gestów sympatii, m.in. w 1992 r., gdy został włączony do prestiżowego grona Akademii Nauk Moralnych i Politycznych, czy w 1998 r., gdy w Ambasadzie Francji przy Stolicy Apostolskiej nadano mu tytuł Komandora Legii Honorowej. Przyjmując go przyszły papież wygłosił słynne przemówienie, w którym mówił, że od młodości „był zagorzałym wielbicielem łagodnej Francji” i wymieniał francuskich pisarzy, których lektura towarzyszyła mu od najmłodszych lat, jako antidotum na powojenną atmosferę w ojczyźnie. A także w 1999 r. gdy był jedynym teologiem katolickim w gronie 18 wybitnych intelektualistów, zaproszonych na paryską Sorbonę na konferencję poświęconą przyszłości świata, wchodzącego w 3. tysiąclecie i gdzie wygłosił odważny wykład o kryzysie chrześcijaństwa na Starym Kontynencie. Nie bez znaczenia był też fakt, że to właśnie on przewodniczył w 2004 r. uroczystościom 60. rocznicy lądowania aliantów w Normandii – notabene, wśród których był też tato obecnego Papieża.
CZYTAJ DALEJ

Kolejny wysłannik papieża ma pojechać do Moskwy

2026-09-12 18:16

pexels.com

Przewodniczący Włoskiej Konferencji Biskupów, a zarazem specjalny papieski wysłannik kardynał Matteo Zuppi pod koniec września ma ponownie udać się do Moskwy - twierdzi powołując się na źródła rosyjskie watykanista agencji ACI Stampa, Andrea Gagliarducci. Zastrzega, iż dokładna data wizyty nie została jeszcze ustalona. Głównym tematem rozmów mają być kwestie humanitarne związane z wojną Rosji przeciwko Ukrainie.

Informację o planowanej wizycie przekazał doradca prezydenta Rosji Jurij Uszakow.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję