Męczennicy nieustannie pojawiają się w Kościele. Każdego dnia ginie ktoś, kto nie boi się przyznać do Jezusa. We wspólnocie parafialnej w Gostkowie ślady męczeństwa pozostawił proboszcz okresu międzywojennego ks. Paweł Prabucki. 30 sierpnia obchodziliśmy 84. rocznicę śmierci tego sługi Bożego, męczennika z Dachau, który jest jednym z dwóch patronów Roku Eucharystii trwającego w Diecezji Toruńskiej. Z kolei 3 września przypadała 133. rocznica urodzin tego niezłomnego Kapłana Eucharystii. Chcąc uczcić pamięć byłego proboszcza i poznać miejsca związane z jego życiem parafianie z Gostkowa wraz z proboszczem ks. Pawłem Borowskim i dk. prof. Waldemarem Rozynkowskim udali się na pielgrzymkę, by odwiedzić miejsca związane z dzieciństwem, młodością i rodziną ks. Prabuckiego.
Jedna rodzina
Wyruszyliśmy we wczesnych godzinach porannych, by uczestniczyć we Mszy św. sprawowanej w kościele w Zblewie, w którym nasz kandydat na ołtarze został ochrzczony. To tutaj rozpoczęła się droga jego wielkiej wiary i pobożności. Proboszcz tutejszej parafii opowiedział nam o historii tego miejsca i zapewnił, że gorliwie modlą się tu o beatyfikację ks. Pawła. O tym, że ks. Prabucki jest tu ważną postacią, świadczy pamiątkowa tabliczka przy chrzcielnicy, jak również znajdujący się w bocznej kruchcie świątyni poświęcony mu witraż.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Gdzie, jeśli nie w rodzinnym domu, młody człowiek zaczyna odkrywać swoje powołanie? Skąd, jeśli nie od rodziców, dziadków, nauczycieli, ma brać przykład życia opartego na miłości do Boga i drugiego człowieka? Kierowani tą myślą udaliśmy się do kolejnego punktu naszej pielgrzymki. Odwiedziliśmy Iwiczno, miejscowość, w której dorastał, uczył się i kształtował swoją osobowość ks. Prabucki. I choć jego rodzinnego domu już nie ma, a w murach dawnej szkoły już nie dźwięczy dzwonek zwołujący uczniów na lekcje, to jednak wizyta w tym miejscu zapadnie nam w pamięci na długo. A wszystko za sprawą mieszkającej tu nadal rodziny ks. Pawła, która przyjęła nas pod swój dach z ogromną serdecznością i przygotowała dla nas iście królewskie śniadanie, którego głównym daniem był pieczony dzik. Spędziliśmy tam niezwykły, pełen rozmów i uśmiechu czas. Czuliśmy się, jakbyśmy byli na spotkaniu z bliskimi krewnymi, których dawno nie widzieliśmy. Ich dom jest pełen ciepła, życzliwości i miłości. Tworzą go ludzie o wielkiej wierze w Boga i wielkich sercach dla bliźnich. Żal nam było się rozstawać.
Ewa już od przekroczenia progu domu zwróciła uwagę na wyjątkowość tej rodziny. – Tu wszyscy sobie pomagają i widać, że nie robią tego z obowiązku, tylko z przyjemności. A szacunek, jakim darzą starszych rodziców, jest godny naśladowania. – Myślałam, że spędzimy tu chwilę, zrobimy wspólne zdjęcie i ruszymy dalej, a tu takie niesamowite przyjęcie. Aż żal odjeżdżać – dodała Krystyna.
Opowieść obozowa
Po krótkiej wizycie w parafii w Piecach i wspólnej modlitwie w kościele, w którym ks. Prabucki odprawił swoją pierwszą Mszę św. oraz odwiedzeniu miejsca spoczynku jego rodziców na miejscowym cmentarzu, udaliśmy się w kierunku Sztutowa, gdzie czekał nas ostatni etap pielgrzymki.
KL Stutthof. Początkowo założony jako obóz pracy, w późniejszym czasie stał się obozem koncentracyjnym. Tu ks. Paweł spędził kilka miesięcy, zanim został przetransportowany do obozu pod Berlinem. W czasie trzech godzin zwiedzania usłyszeliśmy z ust przewodnika historie, które wprowadziły nas w bardzo nostalgiczny, pełen skupienia i powagi nastrój. Poznaliśmy historię miejsca, w którym życie straciło 65 tys. osób. Historię o okrucieństwie, o morderstwach, o brutalności. Historię o tym jak, człowiek dla ideologii był w stanie odrzeć z godności drugiego człowieka. To była lekcja, która z pewnością na długo zapadnie nam w pamięć.
Reklama
Pielgrzymowali z nami również ludzie młodzi, którzy wojnę znają tylko pobieżnie z kart podręczników, rzadziej z opowiadań dziadków lub pradziadków. – Bardzo się cieszę, że wybrałem się na tę pielgrzymkę. Z ogromnym zainteresowaniem i przejęciem słuchałem o tym jak wyglądało życie więźniów obozu. Czekam na kolejne takie pielgrzymki – mówił Wiktor, uczeń klasy ósmej.
Mocni w Panu
Oczywiście, w planach są kolejne pielgrzymki do miejsc związanych z naszym kandydatem na ołtarze. Pragniemy odwiedzić Pelplin, gdzie ks. Prabucki formował się jako kapłan i przyjął święcenia, i parafię w Tczewie, która była miejscem jego pierwszej posługi duszpasterskiej. Czeka nas również pielgrzymka do Niemiec szlakiem obozów koncentracyjnych, do których kolejno był przewożony, a w których pokazał, że Eucharystia jest siłą będącą w stanie pokonać nawet bramy obozowego piekła, że w ciemności i brudzie obozowych baraków Chrystus Eucharystyczny jest światłem rozświetlającym mrok.
Wszystkie nasze plany zawierzamy Bożej Opatrzności i nie ustajemy w modlitwie o wyniesienie do chwały ołtarzy naszego byłego proboszcza i Kapłana Eucharystii.
Pomnik na cmentarzu w Piecach przy grobie rodziców ks. Pawła, który sam zaprojektował. Przy tablicy z imionami zmarłych widoczne są trzy płonące świece. Niewątpliwie ich umieszczenie było natchnieniem Ducha Świętego – trzy świece symbolizują dziś trzech braci kapłanów: Pawła, Alojzego i Bolesława, którzy zginęli w obozie w Dachau i nie mają miejsca pochówku. Modlitwa w tym miejscu była szczególnym doświadczeniem Bożej Opatrzności.
