Czy w chwili próby potrafilibyśmy zachować się tak, jak trzeba, a przy tym nie stracić nadziei? Skromny kapucyn z maleńkiego Zachorzowa na ziemi opoczyńskiej wytrzymał próbę czasu. Józef Krzysztofik urodził się w 1908 r. w rodzinie rolników. Do zakonu kapucynów wstąpił jako bardzo młody człowiek. Przyjął zakonne imię Henryk. Okazał się na tyle zdolny, że przełożeni wysłali go na studia do Holandii, a następnie na Uniwersytet Gregoriański w Rzymie. Po powrocie do kraju pracował w Lublinie. Był cenionym wykładowcą, kaznodzieją i spowiednikiem, ale unikał rozgłosu.
Po wybuchu wojny na jego barkach spoczęła odpowiedzialność za klasztor i seminarium. Gestapo aresztowało kapucynów 25 stycznia 1940 r. W więzieniu na Zamku Lubelskim o. Henryk, mimo cierpień, dbał o współbraci i odprawiał codziennie Eucharystię. Zamiast kielicha na prowizorycznym ołtarzu stawiał zwykłą szklankę. Następnie trafił do Sachsenhausen, a później do Dachau, gdzie głód stał się codziennością. Ojciec Henryk dzielił tam chleb na równe części, żeby starczyło dla wszystkich, i powtarzał: „Nie bójcie się, nie zginiemy z głodu”. Przed śmiercią ważył zaledwie 35 kg. Zmarł w więziennym szpitalu, w wieku zaledwie 34 lat. W pamięci współwięźniów pozostał jako ten, przy kim nawet w obozie koncentracyjnym łatwiej było zachować nadzieję.
Bł. Henryk Krzysztofik, prezbiter i męczennik ur. 22 marca 1908 r. zm. 2 sierpnia 1942 r.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
