Świątynia św. Katarzyny, gdzie posługują augustianie i gdzie spotykają się czciciele św. Rity, skrywa w sobie prawdziwe bogactwo duchowe oraz materialne. Jest jeszcze jeden aspekt, który czyni z niej miejsce wyjątkowe: modlą się tutaj przedstawiciele kilku wyznań.
Bóg bliżej nas
Wielkie, brązowe drewniane drzwi Klasztoru Augustianów na Kazimierzu otwiera przede mną o. Lamprecht. Kiedy prowadzi mnie po schodach do rozmównicy, moim oczom ukazuje się na korytarzu figura św. Rity. Ojciec, uśmiechając się, mówi: – Tak, tutaj także wszystko kręci się wokół niej!
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Gdy idziemy klasztornym korytarzem, na którym czuje się przestrzeń modlitwy i prawdziwego duchowego życia, ojciec rozpoczyna swoją opowieść o tym miejscu: – Zakon Augustianów był jednym z najznamienitszych, jakie zostały zaproszone do Krakowa. Opiekę nad tutejszą świątynią na Kazimierzu powierzono nam nieprzypadkowo – na Wawelu św. Jadwiga Królowa otwarła skryptorium. Drugim takim miejscem, gdzie ono powstało, jest właśnie ten klasztor, gdzie przepisywano najpiękniejsze księgi, posługiwano się łaciną – dodaje o. Piotr. Co więcej, gdy mój rozmówca przygotowywał się do naszego spotkania, natrafił na informację, że tutejsi zakonnicy byli także zaangażowani w życie Akademii Krakowskiej, późniejszego Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Reklama
Zakonnik idzie po herbatę, a ja zatapiam się w historii tego miejsca. Kościół noszący wezwanie św. Katarzyny i św. Małgorzaty – jedne z najpopularniejszych świętych epoki średniowiecza – powstał jako ekspiacja króla Kazimierza Wielkiego za zabójstwo Marcina Baryczki, wikarego katedralnego i posła biskupa krakowskiego Jana Bodzanty. Król nie tylko wystawił okazałą świątynię, ale też ściągnął z Moraw augustianów. Któż wtedy mógł przypuszczać, że świątynia będzie dzisiaj nie tylko jedną z największych w Krakowie, ale i jedną z najsłynniejszych na świecie za sprawą włoskiej patronki od spraw trudnych i beznadziejnych.
Na tych rozważaniach zastaje mnie mój rozmówca i wyrywając mnie z zamyślenia, wraca do opowieści o tym miejscu: – Życie w tym klasztorze jest podporządkowane parafii: Msze św., nabożeństwa. No i jest św. Rita, która niejako wyznacza nam rytm dnia. W konstytucjach zakonnych mamy też zapis, że każdego dnia trzeba przeznaczyć pół godziny na osobistą medytację. Obok tego jest wspólna modlitwa Liturgią Godzin – wylicza ojciec. Można więc odnieść wrażenie, że sprawdzają się tutaj słowa św. Augustyna: „Bóg jest bliżej nas niż my samych siebie”.
Kardynał i kontrreformacja
W 1604 r. powstało tutaj Arcybractwo Matki Bożej Pocieszenia. Jak się okazuje, nieprzypadkowo. – Jednym z najsłynniejszych augustianów był Marcin Luter. To był początek XVII wieku, czyli panował nurt kontrreformacyjny. Nasz kardynał Hieronim Seripando – opowiada o. Piotr, wskazując na portret zakonnika w galerii, który przykuwa widza swoim spojrzeniem – to kardynał, który prowadził sobór trydencki, mający wymiar kontrreformacyjny. Wszystkie traktaty przeciwko Lutrowi zawdzięczamy właśnie jemu – wskazuje zakonnik. Z jego słów wynika, że tutejszy dom od zawsze miał międzynarodowy wymiar, a stworzenie niezależnej polskiej prowincji 6 lipca 1547 r. miało zablokować wejście reformacji na ziemie polskie, już wtedy będące miejscem silnego kultu Maryi.
Reklama
Bractwo powstało też z racji kultu wizerunku Matki Bożej Pocieszenia. Nietypowego, bo kiedy schodzimy do kaplicy Matki Bożej, moim oczom ukazuje się fresk, na którym Maryja trzyma Dzieciątko Jezus i jest w towarzystwie świętych: Mikołaja z Tolentino oraz Augustyna. Wokół postaci znajduje się prawie osiemnaście malowideł ukazujących sceny z życia świeckich i zakonników. 9 grudnia 2000 r. oblicze Madonny zostało zwieńczone papieskimi diademami. Osobiście poświęcił je Jan Paweł II, który ma wiele wspólnego z Kościołem św. Katarzyny, o czym przekonam się wkrótce, wchodząc do zakrystii.
Niezwyczajny wikary
Wśród malowideł ukazujących życie założyciela zakonu – św. Augustyna – o. Piotr prowadzi mnie do miejsca, gdzie na ścianie w specjalnej ramie wisi kartka wraz ze zdjęciem, które bardzo dobrze znam z książek: – Wszyscy kojarzą parafię w Niegowici czy wspominają Bazylikę św. Floriana, a pomijają fakt, że był u nas przez blisko 3 lata, piastując urząd wikarego. To, oczywiście, ks. Karol Wojtyła – opowiada z dumą mój przewodnik. I zaznacza przy tym: – Mimo że mieszkał na Kanoniczej, czasy były bardzo trudne, on dopiero wrócił z Rzymu, więc chodziło o to, żeby też obył się z życiem w parafii, zarobił trochę grosza na dalszą naukę (ks. Wojtyła nie miał pieniędzy na opublikowanie w Rzymie pracy doktorskiej – przyp. red.), ale i stawiał pierwsze kroki w duszpasterstwie rodzin: przez udzielanie ślubów, chrztów, na co mamy dokumenty w postaci jego wpisów w tutejszych księgach – mówi zakonnik.
Reklama
Już wtedy uwagę ks. Karola Wojtyły przykuła w kościele wielka figura świętej ze stygmatem ciernia w czole. Mowa, oczywiście, o św. Ricie, której słynną figurę zaprojektował Adolf Szyszko-Bohusz. Została ona umieszczona w prawej nawie, na jednym z filarów, w 1942 r., kiedy trwała II wojna światowa. – Nasi ojcowie z tutejszego klasztoru zginęli w obozach koncentracyjnych Auschwitz i Dachau. Wśród nich był prowincjał – Wilhelm Gaczek. Obecnie trwa w Rzymie ich proces beatyfikacyjny. Narastający terror, zagłada ludności żydowskiej – to przecież Kazimierz, tu było getto... Augustianie postanawiają postawić figurę św. Rity. Zakon zostaje rozbity przez gestapo, jednak ludzie przychodzą modlić się pod figurę i przekazują sobie z ust do ust informację o tym, że w naszym kościele jest taka święta, której specjalizacją są sprawy po ludzku niemożliwe do rozwiązania – informuje mnie o. Piotr.
Dziś to miejsce kultu włoskiej stygmatyczki znane jest w całej Polsce, a nawet w Cascii, gdzie znajduje się jej grób. – Próśb są tysiące, mamy ich pełne kartony. Są nie tylko prośby, ale i dziękczynienia za otrzymane łaski – wyjaśnia zakonnik, który zaznacza, że za każdym razem zadziwiają go te tłumy trzymające róże, ale i kolejki do spowiedzi, niekiedy z całego życia.
Kapa od króla i znakomici malarze
W trakcie zwiedzania zakamarków klasztoru trafiamy do miejsca, gdzie spoczywa Izajasz Boner, którego kult trwa nieprzerwanie od lat, a teraz w Rzymie toczy się jego proces beatyfikacyjny. Spoczywa w pobliżu Kaplicy Matki Bożej Pocieszenia, do której przez całe życie miał szczególne nabożeństwo. Moją uwagę przykuwa nie tyle jego sarkofag, ile wspaniały obraz przedstawiający augustianina, w korytarzu.
Reklama
Nie mam jednak czasu na przyjrzenie mu się, gdyż o. Piotr otwiera przede mną drzwi do miejsca na co dzień niedostępnego, pełnego skarbów. Moje zdumienie wzrasta jeszcze bardziej, kiedy oczom ukazuje się bogato zdobiona kapa, będąca darem króla Jana III Sobieskiego. Zakonnik zdradza, że znalazła się tutaj nieprzypadkowo. – Król ofiarował ją jako wotum za zwycięstwo odniesione pod Wiedniem. Co ciekawe, do jej wykonania użyto nie byle jakiego materiału, gdyż powstała z namiotu tureckiego atamana – opowiada o. Piotr. Następnie pokazuje mi szkice i ryciny przedstawiające tutejszą świątynię. Wśród twórców, którzy zapisali się złotymi zgłoskami w dziejach tego miejsca, nie brakuje nazwisk znanych artystów: Józefa Mehoffera czy Stefana Matejki. Ich dzieła – witraże czy malowidła będące dziełem uczniów – o. Piotr prezentuje w klasztornym refektarzu.
Tajne zakamarki
Okazuje się, że o. Piotr ma dla mnie jeszcze więcej niespodzianek, kiedy prowadzi mnie na drugi chór, który znajduje się nad stallami, gdzie przedstawieni są wielcy święci związani z historią Polski. Opowiada wtedy o głównym ołtarzu, prawdziwym dziele sztuki barokowej, którego centralne miejsce zajmuje obraz mistycznych zaślubin św. Katarzyny Aleksandryjskiej. – Ołtarz to prawdziwe arcydzieło, ozdobiony figurami, obrazami, które ściśle ze sobą harmonizują. Mamy w zwieńczeniu św. Michała Archanioła, a w centrum – patronkę świątyni, będącą jednocześnie patronką studiów, figury naszych świętych, a wśród nich Tomasza z Villanuevy, który stał się patronem studiów augustianów – wylicza kapłan, gestem wskazując mi drogę do wyjścia i prowadząc mnie do miejsca, gdzie dawniej umieszczani byli chorzy zakonnicy. Otwiera specjalne okno i moim oczom ukazuje się widok na główny ołtarz. Na co dzień nikt tutaj nie ma prawa wejść, gdyż miejsce znajduje się za klauzurą. Po raz kolejny doświadczam więc ogromnej życzliwości i chęci pokazania tajemnic jednej z najpiękniejszych krakowskich świątyń.
Gdy chodzimy po klasztorze, o. Piotr pokazuje mi jeszcze bibliotekę, a także niezwykłą Kaplicę św. Doroty oraz Matki Bożej Dobrej Rady. Wejście do niej wiedzie specjalnym tunelem, którym przechodzą raz w roku siostry augustianki, prowadzące po sąsiedzku szkołę.
Zapomniane dzieło mistrza
Reklama
Gdy pytam o ciekawostki, mój rozmówca w zanadrzu ma przygotowane dwie szczególne niespodzianki: krzyż oraz płaskorzeźbę. Ten pierwszy jest o tyle niezwykły, że trafił w niego piorun. Sygnaturę poddano renowacji, podczas której w kapsule znaleziono liczne pamiątki: monety, zapiski. Wykonano więc kopię krzyża wraz z herbem zakonu, oryginał natomiast umieszczono pod głównym chórem organowym. W tym miejscu warto dodać, że Kościół św. Katarzyny posiada zabytkowe organy ze Lwowa, z pracowni Jana Śliwińskiego. Pochodzą one z II poł. XIX wieku. Ze względu na doskonałą akustykę mają tu miejsce liczne koncerty, np. w listopadzie wybrzmiało słynne Requiem Mozarta.
Z kolei w lewej nawie znajduje się płaskorzeźba, która ukazuje modlitwę Chrystusa w Getsemani. Kapłan zaznacza, że „powstała w warsztacie Wita Stwosza”. A nawet niewykluczone, że on sam jest jej autorem – mówi, wskazując na wykutą scenę.
Pokój i sprawiedliwość społeczna
– Dzisiaj prowincja krakowska nie ma wystarczającej liczby członków, ale ma przywilej historyczny. Podlegamy bezpośrednio pod kurię generalną, stąd często bywał u nas generał, który dzisiaj jest znany jako papież Leon XIV – podkreśla o. Piotr. To przyszły biskup Rzymu odbierał śluby wieczyste od o. Piotra. Mój rozmówca zaznacza przy tym, że podczas każdych odwiedzin tutejszą wspólnotę urzekały prostota o. Roberta Prevosta, jego głębokie skupienie podczas modlitwy, ogromna życzliwość i serdeczność.
Reklama
Życie w tutejszym konwencie opiera się nie tylko na modlitwie i pracy duszpasterskiej. Świątynia ta jest nie tylko centrum kultu św. Rity, ale też miejscem posługi grekokatolików. – W spowiedziach, podczas nabożeństw i uroczystości ku czci patronki od spraw trudnych, co ciekawe, pomagają zakonnikom księża grekokatolicy. Ta przyjaźń trwa tutaj od lat, ale nie tylko oni się tutaj z nami modlą. Zaprosiliśmy także przedstawicieli społeczności żydowskiej, z którymi spotkaliśmy się 17 stycznia, podczas obchodów Dnia Judaizmu – wylicza o. Lamprecht. Opowiada także o szczególnym rysie ekumenizmu, który wydaje się tutaj coraz bardziej widoczny. – Spotykamy się nie tylko po to, żeby poklepać się po ramieniu albo wypić herbatę. Chodzi nam o to, by promować te wartości, które są ważne dla nas wszystkich: pokój i sprawiedliwość społeczną. O to się modlimy podczas naszych spotkań i to jest ich cel podczas nabożeństw w Kaplicy św. Doroty – podsumowuje mój przewodnik.
Zajmijcie się tymi, którzy są
Obecny metropolita krakowski kard. Grzegorz Ryś wizytował parafię jako biskup pomocniczy kilka lat temu. Rozmawiał z zakonnikami i w odpowiedzi na trapiące ich bolączki skierował do nich zachętę, by zatroszczyli się o swoich parafian, a nie wybiegali myślami w przyszłość. Zakonnicy potraktowali jego słowa bardzo poważnie. – Noszę je głęboko w sercu, staram się je realizować w codziennym życiu i swojej kapłańskiej posłudze. Nie myślimy o nowych projektach, nie wybiegamy w przyszłość. Jesteśmy obecni z tymi, którzy są z nami na Kazimierzu – tłumaczy o. Piotr.
– Ludzie, którzy są związani z tym miejscem, nie tylko przez św. Ritę, przybywają tu także na niedzielne Msze św., z czego się ogromnie cieszymy. To pokazuje, jak ważne jest to miejsce nie tylko dla parafian – puentuje zakonnik.
Żegnając się z o. Piotrem, zaglądam jeszcze na chwilę do kościoła przed figurę św. Rity, by powierzyć jej swe troski. Jak refren odbijają się w mojej głowie słowa pieśni ku jej czci: „Czy to progi Twego domu, czy klasztornej celi próg – zawsze chciałaś innym pomóc, bo Twym oblubieńcem Bóg!”. Jest On obecny w każdym zakamarku świątyni i klasztoru, w których posługują duchowi synowie św. Augustyna.
