Reklama

Historia

Co je żołnierz?

Na pytanie zawarte w tytule stary wojskowy dowcip daje jednoznaczną odpowiedź: „Żołnierz je obrońcą ojczyzny!”. Ale poza tym – czym się tak naprawdę odżywiał?

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Henryk Sienkiewicz opisuje w Potopie sytuację, kiedy szwedzki król Karol Gustaw przerywa marsz swoich wojsk na południe Polski, gdy widzi, jak jego głodni żołnierze biją się, próbując złapać kurę. Kilka wieków później w filmie Sami swoi gospodyni na wieść o tym, że żołnierze są już blisko, woła: „Wojsko idzie, kury łapać trzeba!”. Biedna kura zawsze w historii stanowiła ulubiony żołnierski dodatek do skromnego posiłku. A niekiedy jedyny.

Garum na wszystko

Od czasów starożytnych pozwalano żołnierzom brać wszystko, co było im potrzebne. Czasami, ze względów politycznych, oficjalnie zabraniano im rabunku, ale w praktyce stanowił on zasadę, a nie wyjątek. Tak funkcjonowały armie greckich państewek, także wojsko Aleksandra Macedońskiego. Jedynym ograniczeniem była pora roku – trudniej było znaleźć jedzenie w zimie, wojowano zatem wyłącznie w miesiącach letnich. W starożytnym Rzymie było podobnie, z tym że grabieżą zajmowały się wyspecjalizowane służby podległe trybunowi legionowemu. Wydzielaniu i rozdawaniu prowiantu towarzyszył specyficzny ceremoniał. W ustalonym dniu centurie i kohorty ustawiano na placu i wyczytywano po imieniu żołnierzy, którzy wychodzili z szeregu i pobierali należną im żywność.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Podstawę ich diety stanowiło zboże. Żołnierz otrzymywał dziennie ok. 1,5 l ziarna, głównie pszenicy i jęczmienia. Podczas wypraw wojennych istotne było, aby wypieczony chleb jak najdłużej nadawał się do spożycia. Zanim więc wyruszano do boju, żołnierze wypiekali chleb zwany buccellatum. Upieczony wyjmowano z formy, przecinano w połowie i pieczono po raz drugi. Był suchy, a przez to bardzo trwały i nie pleśniał. Legioniści otrzymywali też przydziałową dzienną porcję – ok. 30 g – specjalnego czarnego sera (uważano, że żółty uzależnia). Ale najpopularniejszym posiłkiem był puls – papka z mąki, sera, miodu i jaj – rozrobiony gorącą wodą podawano czasem do mięsnych posiłków. Smak był nieważny, bo i tak do wszystkiego dodawano garum – sos z zepsutych wnętrzności ryb, przez kilka tygodni wystawiany na działanie słońca i doprawiany skondensowanym wywarem z aromatycznych roślin. Ten specyfik był największym przysmakiem wszystkich Rzymian, a i żołnierze nosili go zawsze ze sobą.

Zalety picia mleka

Średniowieczni rycerze musieli porządnie zjeść. Dlatego za wojskiem np. Karola Wielkiego zawsze ciągnęły się kilometry wozów z prowiantem na 3 miesiące. Wieziono na nich mąkę, wino, soloną wieprzowinę, szynkę, a także narzędzia ciesielskie potrzebne przy urządzaniu obozów. Po wkroczeniu na wrogi teren rycerze z pasją oddawali się mordowaniu, rabowaniu zapasów żywności; pustoszyli i palili wszystko z wyjątkiem kościołów. W ten sposób Bretania, Saksonia, Akwitania i wiele innych krajów zostało wyniszczonych na całe pokolenia.

Powolny sposób prowadzenia średniowiecznych wojen doprowadził w konsekwencji do całkowitej bezbronności w kontakcie z Tatarami w XIII wieku. Mieli oni niezwykłą przewagę nad Europejczykami – jako lud pasterski mieli mutację genetyczną, która pozwalała im trawić laktozę i pić duże ilości mleka. W dodatku w mongolskim wojsku każdy żołnierz miał w zapasie kilka dodatkowych koni, które obok kumysu – lekko sfermentowanego mleka klaczy – były także źródłem mięsa. Dawało to ogromną przewagę. Każdy tatarski żołnierz był pełnosprawnym wojownikiem, mogącym szybko przemieszczać się na dużych dystansach, a mleko stało się pokarmem zdobywców, przynajmniej do czasu rozprzestrzenienia się mutacji także na inne nacje.

Komiśniak, tuszonka i inne specjały

Reklama

Pod koniec XVIII wieku wojny wymagały zaangażowania tak wielkich mas ludzkich, że konieczne stało się zorganizowanie specjalnych służb kwatermistrzowskich, żeby wszystkich wyżywić – zwykła grabież już nie wystarczała. W pruskiej armii Fryderyka II każdy żołnierz dostawał porcję chleba na 3 dni, sól i pieprz. Obok tego funt mięsa tygodniowo, porcję alkoholu na śniadanie i dwie kwarty piwa do obiadu. Żołnierze, po otrzymaniu swoich racji żywnościowych, sami przygotowywali dla siebie posiłki.

Ważne było, żeby jedzenie się nie psuło. Dlatego stosowano na szeroką skalę znane już od starożytności suchary. Były twarde, niesmaczne i niepopularne wśród żołnierzy. Wymyślono więc w końcu chleb, który się nie psuł, tzw. komiśniak – ciemny, razowy, z mąki żytniej na zakwasie. Miał on tę „zaletę”, że w sytuacji niedoboru mąki można było dodać do niego pył drzewny, a nawet trociny. Na życzenie Bonapartego opracowano także metodę przechowywania mięsa w słoikach. Dopiero w początkach XIX wieku Anglicy zaczęli produkować konserwy w cynowanych pojemnikach uszczelnianych przez lutowanie blachy. Dwa miliardy takich konserw, tzw. tuszonek, w czasie II wojny światowej Amerykanie dostarczyli Armii Czerwonej.

Na potrzeby wojny we Francji w XIX wieku wykoncypowano także tłuszcz do smarowania chleba, który miał zastąpić łatwo psujące się masło. Wymieszano więc łój wołowy używany do smarowania karabinów z chudym mlekiem i odrobiną krowich wymion i tym sposobem uzyskano pierwszą wersję margaryny. Niemcy natomiast opracowali przepis na wojskową grochówkę, która składała się głównie z mąki grochowej i tłuszczu wołowego i była dostarczana dla wojska w kształcie kiełbasy zwanej Erbswurst. Rozpuszczało się to w 400 ml wrzącej wody i jadło z twardymi biszkoptami.

Możliwość tak łatwego nakarmienia żołnierzy poskutkowała prowadzeniem działań wojennych także zimą. Głównym problemem stało się wtedy nie tyle wyżywienie, ile dostarczenie go na linię frontu. Zanim nabrano doświadczenia, z głodu i zimna zmarło tysiące ludzi, np. w czasie wojny krymskiej, i to po obu stronach konfliktu. Podczas wojny francusko-pruskiej (1870-71) poradzono sobie w ten sposób, że oddziały żołnierzy oblegających Paryż kosiły zboże, kopały ziemniaki, pracowały w młynach, piekarniach i rzeźniach. Zmieniono nawet bieg rzeki, żeby wojsko miało wodę pitną. Tyle tylko, że dopóki nie usprawniono transportu kolejowego, nie miał kto wojować. Olbrzymią różnicę w prowadzeniu wojny spowodowało także skonstruowanie pod koniec XIX wieku kuchni polowej. Walczący nie musiał już sam przygotowywać sobie posiłku – robił to za niego wyspecjalizowany kucharz, który mógł przygotować ciepły posiłek dla 200-osobowej kompanii.

A dzisiaj? Żołnierz na polu walki ma do dyspozycji jedzenie w postaci saszetek. Wystarczy, że doda się do tego trochę wody, wtedy samo się podgrzewa i puchnie. A wodę można wziąć choćby z kałuży – są specjalne tabletki do jej odkażania. Ale też gdy się je coś takiego, na pewno myśli się z tęsknotą o kurze.

Opracowano na podstawie: Andrzej Fiedoruk, Historia kuchni polowej. Na kulinarnym zapleczu armii świata od starożytności do współczesności

2025-10-28 14:16

Oceń: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wołyński Łyczaków

Niedziela zamojsko-lubaczowska 47/2012, str. 6-7

[ TEMATY ]

historia

cmentarz

Krzysztof Wojciechowski

Grób bp. Karola Antoniego Niedziałkowskiego

Grób bp. Karola Antoniego Niedziałkowskiego

Cmentarz Polski w Żytomierzu (taką właśnie nosi oficjalną nazwę) nie bywa często odwiedzany przez turystów czy pielgrzymów z Polski. Położony jest w oddaleniu od centrum miasta i jest ogromny. Stąd też jego odwiedzenie wymaga poświęcenia czasu, którego zwykle turystom brak. A szkoda, bo po Łyczakowie i Rossie jest to największa i najpiękniejsza polska, kresowa nekropolia.

Założony został w ostatnich latach XVIII wieku i w ciągu ponad 200-letniej historii pogrzebano na nim tysiące naszych rodaków. Być może nie tak znanych i sławnych jak ci, spoczywający na Rossie czy Łyczakowie, ale w skali Wołynia to bez wątpienia kwiat ziemiaństwa, duchowieństwa, szlachty i arystokracji, naukowców i społeczników. Podzielony został na dziewięć kwater, każda pod wezwaniem innego świętego: św. Mikołaja, św. Józefa, św. Jana Nepomucena, św. Kazimierza, św. Antoniego, św. Floriana, św. Stanisława, św. Zofii - gdzie grzebano duchownych i św. Wincentego, kwatera dla niezamożnych, gdzie chowano bezpłatnie. Poza tym na cmentarzu znajdują się tzw. Stare Katakumby - przy kaplicy św. Stanisława i Nowe Katakumby przy bramie wejściowej. Obok, za murem dogorywają resztki cmentarza ewangelickiego z kilkoma rozpadającymi się grobiszczami.
CZYTAJ DALEJ

Białoruś: ksiądz oskarżony o „zdradę państwa” już od 200 dni w areszcie. Nie wiadomo, czy zapadł wyrok

W Mińsku rozpoczął się proces karny przeciwko ks. Anatolowi Parachniewiczowi, proboszczowi parafii w Olkowiczach w rejonie wilejskim, w archidiecezji mińsko-mohylewskiej - informuje portal katolik.life. Duchowny od ponad pół roku przebywa w areszcie. Rozprawa odbywa się za zamkniętymi drzwiami, a władze nie przekazały oficjalnie żadnych informacji o sprawie.

O toczącym się procesie poinformowali białoruscy katolicy. Ks. Parachniewicz został zatrzymany w połowie marca i od ponad 200 dni przebywa w areszcie. W tym czasie obchodził 66. urodziny oraz 31. rocznicę święceń kapłańskich.
CZYTAJ DALEJ

Zbliża się 47. Piesza Pielgrzymka Wrocławska do grobu św. Jadwigi Śląskiej

2026-10-07 15:00

Ks. Łukasz Romańczuk/Niedziela

Ks. Tomasz Płukarski – Główny Przewodnik Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę

Ks. Tomasz Płukarski – Główny Przewodnik Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę

Już 17 października tysiące wiernych archidiecezji wrocławskiej wyruszy na szlak prowadzący do grobu św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy. O tym, dlaczego warto wyruszyć na pielgrzymkowy szlak opowiada ks. Tomasz Płukarski, główny Przewodnik Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej.

–Pielgrzymka ta ma ogromne znaczenie dla naszej Archidiecezji, bowiem to św. Jadwiga Śląska jest patronką całej naszej archidiecezji, całego Śląska. W przepięknej bazylice w Trzebnicy znajduje się grób świętej Jadwigi Śląskiej i od wieków ludzie tam pielgrzymują. Tak jak my, chrześcijanie, pielgrzymujemy do grobów apostołów świętych Piotra i Pawła w Rzymie czy do świętego Jakuba w Santiago, tak tutaj wierni z Dolnego Śląska pielgrzymują do świętej Jadwigi. To niezwykły fenomen na tle całej naszej ojczyzny, że do grobu świętej tak wielka wspólnota będzie pielgrzymować. W ubiegłych latach było nas około ośmiu, dziewięciu tysięcy. To nie tylko pielgrzymi z Wrocławia, ale także z wielu innych parafii i miejscowości. Będzie nas naprawdę piękna wspólnota” – podkreśla ks. Tomasz Płukarski, dodając, że początki pielgrzymki są związane z czasem wielkich przemian w Kościele i w Polsce. – Myślę, że bardzo ważnym momentem był wybór polskiego kardynała Karola Wojtyły, dziś świętego Jana Pawła II, na stolicę Piotrową. Wydarzyło się to właśnie w dniu wspomnienia liturgicznego świętej Jadwigi. Od tego czasu, kiedy w Rzymie papieżem został Polak, ruch pielgrzymkowy jeszcze bardziej się rozwinął. Prekursorem był świętej pamięci ksiądz Orzech i przez prawie pięćdziesiąt lat wierni pielgrzymują do Trzebnicy. Co ciekawe, przyjeżdżają ludzie nie tylko z naszej archidiecezji, ale także z diecezji świdnickiej czy legnickiej. Mam nawet informację, że jedna z pań przyjedzie specjalnie z Bieszczad, aby przeżyć z nami ten wyjątkowy duch pielgrzymowania” – mówi kapłan.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję