Dziś często boimy się odrzucenia z powodu naszej przynależności do Chrystusa. Skąd Ksiądz czerpie odwagę i siłę, skąd się biorą pomysły?
Z modlitwy. Wszystkie te akcje, o których Pani wspomniała, powstawały albo po adoracji Najświętszego Sakramentu, albo po medytacji nad słowem Bożym. Ciężko to opisać, ale pomysły po prostu przychodzą w trakcie modlitwy albo – jak w przypadku balów seniorów – ktoś rzuca pomysł, a ja wewnętrznie czuję, że musimy to zrobić i że się uda. I mam też taką zasadę, że jeżeli nie spędzę 30 min ze słowem Bożym, to nie zaczynam działać. Powoduje to czasem opóźnienia, ale po prostu wiem, że bez Boga to nie wyjdzie.
Teraz padł pomysł otworzenia wyjątkowej przestrzeni – „Bożej knajpy”, w której nie będzie alkoholu, używania telefonów komórkowych ani nawet cen – każdy zostawi tyle, ile może. Jak zrodziła się ta inicjatywa?
Reklama
W ubiegłym roku od maja do końca września organizowaliśmy imprezy pod mostem Świętokrzyskim. W Wielkim Poście w tym samym miejscu odbywały się Drogi Krzyżowe. W Wielki Piątek po modlitwie podszedł do mnie pan – jak się później okazało, pracujący w jednostce miasta zarządzającej terenami po obu stronach Wisły – który z mojej rozmowy w podkaście Magdaleny Rigamonti i Tomasza Sekielskiego dowiedział się, że chciałbym otworzyć knajpę. Dwa dni później za jego namową przedstawiłem swoją koncepcję, potem złożyłem wniosek o wynajem terenu i ku memu ogromnemu zdziwieniu – udało się. Dostaliśmy przestrzeń pod knajpę. Na wiadomość o tym osoba, która zaprosiła mnie do Sekielskiego, napisała: „Gdyby nie to, że jestem ateistą, to bym powiedział, że to Boży palec”, na co ja odpisałem: „Ja jako wierzący proszę przekazać panu Tomaszowie i Magdzie, że przez nich zadziałał Bóg”.
„Boża knajpa” już jest. Jak można jeszcze Wam pomóc, jak wesprzeć? Finansowo, duchowo, fizycznie...
Przede wszystkim wciąż prosimy o modlitwę. Wiele kompetentnych osób mówiło, że potrzebujemy cudu, żeby się to udało. Odpowiadam na to, że w takim razie ta knajpa spełnia wszystkie kryteria Bożego dzieła! Faktem jest jednak, że do realizacji wszystkich planów przydałoby się wsparcie finansowe. Chcielibyśmy móc dzieciakom, młodzieży, ubogim dać zimne napoje, lody włoskie, kawę. Dużo się udało, ale brakuje nam wciąż jeszcze na choćby kolejną ratę na maszynę do lodów, zimnych napojów, nagłośnienie. Zawsze mile widziani są też wolontariusze, którzy by np. potańczyli z paniami podczas balu seniora, upiekli ciasto albo w niedziele pomogli w zabawach z dziećmi.
Jak na Księdza zaangażowanie i pomysł z knajpą zapatrują się przełożeni? Jest to wszak dość nowatorski pomysł na ewangelizację...
Z życzliwością, ale i z obawą, czy naprawdę wiem, co robię. Ale jak im mówię, że się modliłem, i opowiadam o znakach (jak np. sytuacja w Wielki Piątek), które, moim zdaniem, dają nadzieję, że jest w tym Bóg, to się uspokajają. Wierzę bardzo mocno w to, że Duch Święty działa w Kościele przez przełożonych, i zanim rozpocząłem jakiekolwiek konkretne działania czy zobowiązania, to pytałem o zgodę mojego księdza prowincjała i dopiero po jego aprobacie zacząłem realizację.
Reklama
Ma Ksiądz świetny kontakt z młodymi. Jaka jest więc rada dla rodziców i wychowawców na umiejętne ich słuchanie, na to, żeby chcieli z dorosłymi rozmawiać?
Chyba najpierw trzeba wspólnie spędzić trochę czasu, zatrzymać się, usiąść koło siebie, na początek może nawet w milczeniu obejrzeć film, a potem szczerze zapytać: co słychać, jak ci minął dzień, na co masz ochotę, może zrobimy coś razem, gdzieś pójdziemy. Zanim się przejdzie do rzeczy „wielkich”, trzeba zacząć od tych najprostszych. Pod mostem też to widzę. Ktoś stoi, obserwuje imprezę, po jakimś czasie się przybliża, potem bawi i dopiero potem zagada: skąd masz tę czarną kieckę? Dopiero potem robi się na poważnie. Człowiek potrzebuje czasu, zanim otworzy swoje serce.
Jako salwatorianie organizujecie fora młodych, pielgrzymki, wyjazdy z Bogiem. Jak zachęciłby Ksiądz do tego, żeby skorzystać z możliwości pogłębienia lub zbudowania swojej wiary w tym wolnym czasie?
Reklama
Często mówię młodym: jeżeli wyrzucisz Boga ze swojego życia, to tak jakbyś wyrzucił sobie kawałek serca. Tego nie da się niczym zastąpić. To jakbyś sobie rękę urwał i potem starał się ją zastąpić jakimś plastikiem. Po prostu się nie da. I z drugiej strony, jeżeli czegoś ci w życiu brakuje, coś wewnętrznie ci mówi, że jest nie tak, to spróbuj życia bliżej Boga i zobacz, jak wiele może ci dać. Najłatwiej jednak szukać Jezusa z kimś, kto już Go znalazł, a takich ludzi można spotkać na Salwatoriańskim Forum Młodych, pielgrzymce czy jakimkolwiek innym spotkaniu religijnym. Te spotkania trwają kilka dni, a możesz na nich znaleźć coś, co ci pomoże w całym życiu. Warto.
O co się modlić dla Księdza na ten intensywny czas działań ewangelizacyjnych?
Abym odkrywał i pełnił wolę Bożą. To w zupełności wystarczy.
Więcej o działaniach ks. Rafała i nowo otwartej klubokawiarni – na FB i Instagramie: Ksiądz z osiedla.
Drodzy bracia i siostry,
Chciałbym wam dzisiaj opowiedzieć o Joannie d´Arc, młodej świętej, żyjącej u schyłku Średniowiecza, która zmarła w wieku 19 lat w 1431 roku. Ta młoda francuska święta, cytowana wielokrotnie przez Katechizm Kościoła Katolickiego, jest szczególnie bliska św. Katarzynie ze Sieny, patronce Włoch i Europy, o której mówiłem w jednej z niedawnych katechez. Są to bowiem dwie młode kobiety pochodzące z ludu, świeckie i dziewice konsekrowane; dwie mistyczki zaangażowane nie w klasztorze, lecz pośród najbardziej dramatycznych wydarzeń Kościoła i świata swoich czasów. Są to być może najbardziej charakterystyczne postacie owych „kobiet mężnych”, które pod koniec średniowiecza niosły nieustraszenie wielkie światło Ewangelii w złożonych wydarzeniach dziejów. Moglibyśmy je porównać do świętych kobiet, które pozostały na Kalwarii, blisko ukrzyżowanego Jezusa i Maryi, Jego Matki, podczas gdy apostołowie uciekli, a sam Piotr trzykrotnie się Go zaparł. Kościół w owym czasie przeżywał głęboki, niemal 40-letni kryzys Wielkiej Schizmy Zachodniej. Kiedy w 1380 roku umierała Katarzyna ze Sieny, mamy papieża i jednego antypapieża. Natomiast kiedy w 1412 urodziła się Joanna, byli jeden papież i dwaj antypapieże. Obok tego rozdarcia w łonie Kościoła toczyły się też ciągłe bratobójcze wojny między chrześcijańskimi narodami Europy, z których najbardziej dramatyczną była niekończąca się Wojna Stulenia między Francją a Anglią.
Joanna d´Arc nie umiała czytań ani pisać. Można jednak poznać głębiej jej duszę dzięki dwóm źródłom o niezwykłej wartości historycznej: protokołom z dwóch dotyczących jej Procesów. Pierwszy zbiór „Proces potępiający” (PCon) zawiera opis długich i licznych przesłuchań Joanny z ostatnich miesięcy jej życia ( luty-marzec 1431) i przytacza słowa świętej. Drugi - Proces Unieważnienia Potępienia, czyli "rehabilitacji" (PNul) zawiera zeznania około 120 naocznych świadków wszystkich okresów jej życia (por. Procès de Condamnation de Jeanne d´Arc, 3 vol. i Procès en Nullité de la Condamnation de Jeanne d´Arc, 5 vol., wyd. Klincksieck, Paris l960-1989).
Joanna urodziła się w Domremy - małej wiosce na pograniczu Francji i Lotaryngii. Jej rodzice byli zamożnymi chłopami. Wszyscy znali ich jako wspaniałych chrześcijan. Otrzymała od nich dobre wychowanie religijne, z wyraźnym wpływem duchowości Imienia Jezus, nauczanej przez św. Bernardyna ze Sieny i szerzonej w Europie przez franciszkanów. Z Imieniem Jezus zawsze łączone jest Imię Maryi i w ten sposób na podłożu pobożności ludowej duchowość Joanny stała się głęboko chrystocentryczna i maryjna. Od dzieciństwa, w dramatycznym kontekście wojny okazuje ona wielką miłość i współczucie dla najuboższych, chorych i wszystkich cierpiących.
Z jej własnych słów dowiadujemy się, że życie religijne Joanny dojrzewa jako doświadczenie mistyczne, począwszy od 13. roku życia (PCon, I, p. 47-48). Dzięki "głosowi" św. Michała Archanioła Joanna czuje się wezwana przez Boga, by wzmóc swe życie chrześcijańskie i aby zaangażować się osobiście w wyzwolenie swojego ludu. Jej natychmiastową odpowiedzią, jej „tak” jest ślub dziewictwa wraz z nowym zaangażowaniem w życie sakramentalne i modlitwę: codzienny udział we Mszy św., częsta spowiedź i Komunia św., długie chwile cichej modlitwy prze Krucyfiksem lub obrazem Matki Bożej. Współczucie i zaangażowanie młodej francuskiej wieśniaczki w obliczu cierpienia jej ludu stały się jeszcze intensywniejsze ze względu na jej mistyczny związek z Bogiem. Jednym z najbardziej oryginalnych aspektów świętości tej młodej dziewczyny jest właśnie owa więź między doświadczeniem mistycznym a misją polityczną. Po latach życia ukrytego i dojrzewania wewnętrznego nastąpiły krótkie, lecz intensywne dwulecie jej życia publicznego: rok działania i rok męki.
Na początku roku 1429 Joanna rozpoczęła swoje dzieło wyzwolenia. Liczne świadectwa ukazują nam tę młodą, zaledwie 17-letnią kobietę jako osobę bardzo mocną i zdecydowaną, zdolną do przekonania ludzi niepewnych i zniechęconych. Przezwyciężywszy wszystkie przeszkody spotyka następcę tronu francuskiego, przyszłego króla Karola VII, który w Poitiers poddaje ją badaniom przeprowadzanym przez niektórych teologów Uniwersytetu. Ich ocena jest pozytywna: nie dostrzegają w niej nic złego, lecz jedynie dobrą chrześcijankę.
22 marca 1429 Joanna dyktuje ważny list do króla Anglii i jego ludzi, oblegających Orlean (tamże, s. 221-22). Proponuje w nim prawdziwy, sprawiedliwy pokój między dwoma narodami chrześcijańskimi, w świetle imion Jezusa i Maryi, ale jej propozycja zostaje odrzucona i Joanna musi angażować się w walkę o wyzwolenie miasta, co nastąpiło 8 maja. Innym kulminacyjnym momentem jej działań politycznych jest koronacja Karola VII w Reims 17 lipca 1429 r. Przez cały rok Joanna żyje między żołnierzami, pełniąc wśród nich prawdziwą misję ewangelizacyjną. Istnieje wiele ich świadectw o jej dobroci, męstwie i niezwykłej czystości. Wszyscy, łącznie z nią samą, mówią o niej „la pulzella” - czyli dziewica.
Męka Joanny zaczęła się 23 maja 1430, gdy jako jeniec wpada w ręce swych wrogów. 23 grudnia zostaje przewieziona pod strażą do miasta Rouen. To tam odbywa się długi i dramatyczny Proces Potępienia, rozpoczęty w lutym 1431 r. a zakończony 30 maja skazaniem na stos. Był to proces wielki i uroczysty, któremu przewodniczyli dwaj sędziowie kościelni: biskup Pierre Cauchon i inkwizytor Jean le Maistre. W rzeczywistości kierowała nim całkowicie duża grupa teologów słynnego Uniwersytetu w Paryżu, którzy uczestniczyli w nim jako asesorzy.
Podziel się cytatem
Wydarzenie rozpoczęło się Mszą św. w kościele pw. Najświętszego Zbawiciela, po której nastąpiło uformowanie marszu, który przeszedł ulicami: Ułańską, Bohaterów Westerplatte, Wojska Polskiego, Dąbrówki i Łużycką do kościoła pw. Ducha Świętego
Ulicami Zielonej Góry 30 maja pod hasłem „Obronić małżeństwo! Czas ochronić życie!" przeszedł Marsz dla Życia i Rodziny.
Wydarzenie rozpoczęło się Mszą św. w kościele pw. Najświętszego Zbawiciela, po której nastąpiło uformowanie marszu, który przeszedł ulicami: Ułańską, Bohaterów Westerplatte, Wojska Polskiego, Dąbrówki i Łużycką do kościoła pw. Ducha Świętego, gdzie odbył się m.in. koncert zespołu Sanctus z Gdańska, a także wystąpili goście specjalni: Antonina Jarosz i Artur Kozakiewicz.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.