Reklama

Dobra zmiana w wojsku

O służbie Wojska Polskiego i tworzeniu nowej sylwetki żołnierza jako przewodnika w zachowaniach moralnych oraz obywatelskich z prof. Wojciechem Fałkowskim rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 31/2016, str. 40-41

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – W swoim czasie wykonywał Pan Profesor słynną wycenę materialnych strat Warszawy podczas II wojny światowej. Czy – przepraszam za drastyczną analogię – podjąłby się Pan dziś wyceny, a może raczej tylko oceny, niematerialnych strat, szkód i zaniechań III RP, których różne skutki ponosimy albo będziemy jeszcze ponosić?

PROF. WOJCIECH FAŁKOWSKI: – Bardzo trudno byłoby dziś te straty wycenić, m.in. dlatego że, moim zdaniem, szkody duchowe poniesione w ostatnich dwóch dekadach są kontynuacją zaniechań i szkód, które miały miejsce w PRL-u. Mam tu na myśli zafałszowywanie perspektywy historycznej, próby modyfikowania czy wręcz zmiany naszej tożsamości narodowej i wreszcie rezygnację z aktywnego kształtowania postaw i wzorów dla młodego pokolenia. Wycena szkód z tego tytułu jest dziś niemal niemożliwa, także dlatego, że w dziedzinie edukacji i oddziaływań społecznych efekt jest zawsze odłożony o jedno pokolenie, czasami nawet dłużej. To, że Polska przetrwała lata PRL-u, że w bardzo siermiężnych latach 60. ubiegłego wieku mieliśmy znakomitą poezję, bardzo ciekawe dokonania kulturalne, jest zasługą pokolenia przedwojennego – to właśnie ten efekt odłożony o 30 lat.

– Tymczasem szkody i zaniechania PRL-u zostały dodatkowo zakonserwowane w okresie III RP?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

– Można tak powiedzieć. Dlatego jeszcze dziś mamy do czynienia z efektami działalności wychowawczej PRL-u. Istnieje zatem pilna potrzeba przywoływania dobrych wzorców i zbudowania wreszcie wyraźnego drogowskazu moralnego, jak również przywrócenia tożsamości historycznej, czyli wiedzy i poczucia tego, co znaczy dziś być Polakiem, w tym najlepszym znaczeniu. To jest ważne nie tylko dla nowych pokoleń, ale również dla wszystkich ludzi tu i teraz działających w sferze publicznej, dla wspólnot lokalnych, sąsiedzkich.

– W minionych dekadach wolnej Polski doszło, zdaniem Pana Profesora, do świadomego czy też niejako przypadkowego zaniechania tzw. polityki historycznej?

– Wydaje się, że – trudno rozstrzygnąć, w jakich proporcjach – występowały oba te zjawiska naraz. Z pewnością nie tylko mieliśmy w dużej mierze do czynienia ze świadomym zaniechaniem przywoływania i kształtowania obrazu przeszłości, z rezygnacją z wychowywania i formowania postaw w oparciu o wzory historyczne, ale też najwyraźniej po prostu deprecjonowano i ośmieszano wszelką identyfikację narodową; często stosowano metodę zawstydzania, tzw. pedagogikę wstydu.

– W jaki sposób ten brak polityki historycznej, rozumianej jako przekazywanie wartości i postaw, dobrych wzorów służby dla Ojczyzny odcisnął się na polskim wojsku? Jak wypadł resortowy „audyt” w tej sprawie?

– Niestety, wciąż są widoczne i żywe tradycje wydziału politycznego LWP... Może już tak mocno nie oddziałują, ale instytucjonalna pamięć o nich wciąż istnieje i sprawia, że placówki wojskowe nie są takie, jakie powinny być w wolnej Rzeczypospolitej. A przecież mogłyby być – w najlepszym znaczeniu tego słowa – placówkami elitarnymi, zwłaszcza chodzi tu o szkoły wojskowe i wojskowe instytuty naukowe.

– Jakie więc są teraz?

Reklama

– Wolałbym mówić, jakie powinny, jakie mogłyby być. Powinny reprezentować bardzo wysoki poziom badawczy i naukowy, powinny być szeroko związane ze sferą cywilną przez wymianę naukową, rywalizację na płaszczyźnie intelektualnej; nie powinny odstawać od placówek cywilnych, nie mogą być wyizolowane, iść osobnym rytmem, w innym kierunku.

– A są wyizolowane, idą osobnym rytmem? Dlaczego?

– Moim zdaniem, na skutek zaszłości kilku ostatnich dekad, w tym w dużej mierze wciąż żywego pokłosia PRL-u, gdy z wojska tworzono grupę wyizolowaną, niekiedy wręcz przeciwstawianą społeczeństwu. I nadal też pokutuje powiedzenie: „Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”, co oznacza, że awans społeczny i oficerski ma być zawdzięczany władzy i wyłącznie postawom serwilistycznym, a nie rzeczywistym osiągnięciom i postawie moralnej. To jest, niestety, spuścizna, która cały czas w jakiś sposób funkcjonuje!

– Od dawien dawna aż do dziś wszystkie badania opinii społecznej pokazują, że wojsko niezmiennie cieszy się dużym szacunkiem Polaków. Można by mieć wątpliwości, czy to prawda...

Reklama

– I to jest ten dziwny fenomen, którego istoty nie rozumiem i nie potrafię wyjaśnić! Wojsko jako formacja brało przecież udział w pacyfikowaniu wybuchów społecznych w Polsce – w czerwcu 1956 r. w Poznaniu, w grudniu 1970 r. na Wybrzeżu; wprowadzało stan wojenny w 1981 r. i mimo tak niechlubnej karty cieszyło się i nadal cieszy wysoką estymą całego społeczeństwa, nadal ma wysoki prestiż. I to bardzo dobrze, należy się z tego cieszyć, ponieważ w związku z obecną sytuacją geopolityczną potrzeba wzmocnienia polskiej armii staje się oczywista. Realizujemy już dyrektywę stopniowego, ale skutecznego i szybkiego powiększania stanu liczebnego Wojska Polskiego.

– Jakie działania podejmuje resort obrony, aby poprawić także stan jakościowy – intelektualno-duchowy – polskiego wojska?

– W planie ogólnym chodzi nam o przyjęcie pewnej spójnej filozofii, o spojrzenie na polską armię jako naprawdę ważną instytucję państwa polskiego, o nawiązywanie do najlepszych jej tradycji. Gdy zaś idzie o działania doraźne, to od października w programach wszystkich uczelni wojskowych zostaje wprowadzony przedmiot „historia Polski”, z naciskiem na ostatnie dwa stulecia – będzie to cały rok wykładów zakończony egzaminem. Roczniki wyższe, tam, gdzie program jeszcze to umożliwia, będą ten kurs historii nadrabiały.

– Zmiana Akademii Obrony Narodowej na Akademię Sztuki Wojskowej to zatem nie tylko zwykła zmiana nazwy?

Reklama

– Chcemy nawiązać do tradycji Wyższej Szkoły Wojennej, bardzo wyraźnie pokazać korzenie, tę linię, która była zapoczątkowana i realizowana w czasie II RP. ASW będzie, rzecz jasna, realizować program związany ze współczesnymi wyzwaniami, prowadzić dodatkowe kursy i nauczanie zwłaszcza dla wyższych oficerów sztabowych zgodnie z wymogami XXI wieku. Tą nazwą chcemy jednak podkreślić pewną ciągłość międzypokoleniową, sięgającą jeszcze XIX wieku i najbardziej chlubnych tradycji Wojska Polskiego. Oczywistą dla nas sprawą jest, że ASW z jednej strony ma prowadzić dydaktykę na najwyższym poziomie, zgodnie z wymogami współczesnej teorii wojennej, ale z drugiej – świadomość korzeni musi być wyraźnie widoczna.

– Co ze świadomością korzeni w jednostkach wojskowych?

– Tam rozwija się w tej chwili akcja przeglądu tzw. izb pamięci i tradycji.

– Efekty tego remanentu są zaskakujące?

– Właśnie nie! Jestem bardzo zadowolony z wyników tej akcji, ponieważ okazuje się, że znacznie bardziej potrzebne są techniczne zmiany ekspozycji niż zmiana ich treści, które już na szczęście wcześniej zniknęły z tych izb.

– Mimo to media przedstawiały tę akcję niemal jako ingerencję wojskową batalionów IPN...

– Zapewniam, że nie ma tu potrzeby jakichkolwiek nadzwyczajnych ingerencji. Korekty są niewielkie, a w przeważającej części przypadków zupełnie niepotrzebne.

– Mówi się też, że do wojska wrócą PiS-owscy oficerowie polityczni... Może – przepraszam za żart – będą to oficerowie „historyczni”?

Reklama

– Nie będzie ani oficerów „historycznych”, ani tym bardziej „politycznych”. Chcemy jasno powiedzieć, że obyczajowość i etos oficera muszą być budowane na znajomości historii i na obcowaniu z historią na co dzień. Jest to bowiem jeden z ważnych elementów tegoż etosu. Natomiast żadnego sprawdzania ani dyrektyw nie będzie. Bardzo chcemy, aby każdy polski żołnierz, od szeregowca aż po najwyższe stopnie generalskie, znał polską historię, również tę lokalną i swojej jednostki, by emocjonalnie był z tą historią związany, aby ta łączność z pewnymi wzorcami historycznymi była po prostu elementem codzienności.

– Opozycja komentuje złośliwie, że do wojska wkraczają ostra polityka i indoktrynacja...

– Żadnej indoktrynacji nie ma i nie będzie. Uważamy też, że wojsko powinno stać jak najdalej od polityki. Powinno służyć państwu i narodowi.

– W ostatnich latach słyszało się wiele złych ocen wojskowych: że traktują swą służbę jako zwykłe urzędowanie, jak zwykły zawód, a nie zaszczytną służbę; że mundury traktują jak ubranie robocze, w którym nie chodzi się po godzinach pracy... Czy to się powinno zmienić? Czy będziemy mieć nowe jakościowo wojsko, „nowego żołnierza”?

– Tak, to, co robimy, ma prowadzić do nowego ducha w wojsku, do stworzenia nowej sylwetki żołnierza w sensie moralnym i mentalnym, do traktowania tego zawodu jako służby. Służba i rutynowe wykonywanie obowiązków muszą iść w parze. Jedno i drugie jest równie ważne. W żadnym razie nie można pomijać aspektu służby, zarówno służby najwyższym wartościom, Rzeczypospolitej, jak i tej w wymiarze bardzo konkretnym, związanym z rygorem i dyscypliną wojskową.

– Ostatnio wiele oburzenia w niektórych gremiach wywołała deklaracja szefostwa MON, że najlepszym gwarantem naszego bezpieczeństwa może być wiara polskich żołnierzy, że w wojsku muszą obowiązywać główne zasady Dekalogu.

Reklama

– Potwierdzam tę deklarację. Nie znaczy to, że osoba niewierząca nie może robić kariery w wojsku. Nie ma obowiązku bycia wierzącym chrześcijaninem, nie ma obowiązku uczestniczenia w obrzędach religijnych, natomiast absolutnie konieczne jest przestrzeganie zasad moralnych, które są oparte właśnie na Dekalogu. Polska historia, polska obyczajowość są ściśle związane z religią katolicką, a zatem także w zachowaniach każdego oficera i żołnierza powinno to być wyraźnie widoczne.

– Co to znaczy?

– To znaczy, że skoro w całym społeczeństwie obowiązuje oddawanie szacunku symbolom religijnym i zachowywanie się z szacunkiem wobec osób wierzących, to w armii wyjątku od tego być nie może. I więcej, armia reprezentująca majestat Rzeczypospolitej w każdym jego wymiarze nie może nie podkreślać także swojego szczególnego zaangażowania w sprawy wiary.

– Więcej wojska w kościele i Kościoła w wojsku?

– Najogólniej można by tak to ująć. Ale nie chodzi tu tylko o wojskowo-religijne rytuały, lecz także o tak konkretne działania żołnierzy, jak np. niedawna pomoc wojska w przetransportowaniu i zainstalowaniu figury Chrystusa Króla w Poznaniu. Traktujemy tego rodzaju misję żołnierzy polskich jako coś oczywistego. Z dwóch powodów – właśnie dlatego, że mamy do czynienia z symbolem religijnym, któremu należy się cześć, oraz dlatego, że wojsko miało przywilej wzięcia udziału w odbudowie symboliki historycznej miasta. Ta figura jest elementem pejzażu historycznego Poznania.

– Dobra zmiana w wojsku polega więc nie tylko na materialnej reanimacji wojska, ale także na wskrzeszaniu jego nieco zapomnianego ducha?

Reklama

– Tak. To przede wszystkim bardzo wyraźnie postawiony prymat wymagań i wzorów moralnych, ale też wymóg ściślejszych związków wojska ze społeczeństwem, zarówno w obszarze zawodowym, jak i na polu współdziałania armii z innymi instytucjami państwowymi i z samorządami. Chodzi tu o odbudowanie dobrego wizerunku żołnierza i jego roli jako przewodnika, także w zachowaniach moralnych i obywatelskich.

– Bo – przyzna Pan Profesor – z tzw. morale w polskiej armii ostatnimi czasy nie było najlepiej...

– To, niestety, prawda. W ostatnich dziesięcioleciach mieliśmy do czynienia z wieloma przykładami wręcz demoralizacji wojska. Na pewno proces rugowania tego typu zachowań nie będzie krótki, a jego efekty nie będą szybko widoczne.

– Nie będzie żadnych przyspieszonych kursów umoralniających żołnierzy?

– W żadnym razie! Wydaje się, że osoby niegodne, uwłaczające honorowi munduru, z wojska już odeszły, a jeśli jeszcze takie są, to na pewno odejdą... Nikogo nie zamierzamy na siłę umoralniać. Zakładamy oddziaływanie przez odpowiednie wzory, które muszą iść przede wszystkim od dowódców każdego szczebla, oraz bardzo jasny przekaz ze strony kierownictwa resortu. To już się dzieje.

* * *

Prof. Wojciech Fałkowski
Historyk, nauczyciel akademicki i urzędnik państwowy, działacz opozycji demokratycznej w PRL-u, był przewodniczącym zespołu przy prezydencie Warszawy Lechu Kaczyńskim ds. oszacowania strat Warszawy i jej mieszkańców w latach okupacji niemieckiej 1939-45. Od 2015 r. podsekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej.

2016-07-27 09:05

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Założycielka Niepokalanek

Z osobą m. Marceliny Darowskiej zetknęłam się dwa lata temu, kiedy to zaczynałam pracę w gimnazjum. Tradycją panującą w szkole, gdzie uczę, było organizowanie dwa razy w roku spotkań rekolekcyjnych dla nauczycieli w Domu Sióstr Niepokalanek w Szymanowie. Zgromadzenie to założyła właśnie Matka Marcelina. Z wielkim zaciekawieniem obserwowałam pracę sióstr i ich uczennic. Każdy wyjazd do Szymanowa był dla mnie kolejnym cennym doświadczeniem. Po pewnym czasie bardziej zainteresowałam się osobą Matki Marceliny i postanowiłam o niej napisać. Zaczęłam wtedy czytać wszelkie publikacje na jej temat. Wydawało mi się początkowo, że nic interesującego w tych książkach nie znajdę. Bo cóż może być ciekawego w życiorysie siostry zakonnej? I tu pełne zaskoczenie. Jednym tchem przeczytałam polecone mi książki. Matka Marcelina okazała się być obdarzona niezwykle bogatą osobowością, a jej życie mogłoby posłużyć za temat filmu, który - nie mam co do tego żadnych wątpliwości - zainteresowałby niejednego współczesnego widza. Zanim Matka Marcelina została przełożoną Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek - była szczęśliwą matką i żoną. W jej życiu nie zabrakło też dramatycznych momentów. W wieku dwudziestu pięciu lat została wdową, a w niecały rok po śmierci męża straciła swego dwuletniego synka. To nie koniec jej cierpień. Musiała jeszcze walczyć o życie swojego drugiego dziecka - maleńkiej Karoliny, której lekarze nie dawali szans na przeżycie. Młoda wdowa przezwyciężyła wszelkie kłopoty. Dziecko wyzdrowiało, a jej gospodarstwo było przykładem dla okolicznych posiadłości. Przez cały ten czas trudnych doświadczeń ani razu nie zwątpiła w miłość Boga, ani razu nie zbuntowała się przeciwko Jego woli. Jakże niezwykle mocna musiała być jej wiara! Mało tego, nie mając żadnego doświadczenia zakonnego, a jedynie pragnienie służenia Bogu, odważyła się zostać przełożoną - założycielką nowo tworzonego Zgromadzenia, którego głównym zadaniem miało być wychowanie dzieci i młodzieży. Nie na życiorysie Matki Marceliny chciałabym jednak skupić swą uwagę, mimo że jest on naprawdę bardzo ciekawy. Zainteresowanych odsyłam do książek poświęconych bohaterce tego tekstu1. To, co najcenniejsze, to nauki Matki Marceliny, jej przemyślenia i refleksje, ujęte często w formę jakże trafnych i aktualnych do dziś sentencji. Znaleźć je można w wydanej w 1997 r. przez Siostry Niepokalanki książce zatytułowanej Zawsze będę z Wami. Myśli i modlitwy błogosławionej Matki Marceliny Darowskiej2. Wartości szczególnie ważne dla Matki Marceliny to przede wszystkim Bóg, miłość, rodzina, Ojczyzna, praca i to, czemu poświęciła całe swoje życie, czyli wychowywanie kolejnych młodych pokoleń. Wiele jest cennych wskazówek zawartych w słowach Matki Marceliny. Mnie, jako nauczycielkę, która dopiero zaczyna swoją pracę z młodzieżą, szczególnie zainteresowały te poświęcone wychowaniu. Pierwsze słowa, jakie przeczytałam, kiedy "na chybił trafił" otworzyłam książkę z myślami Matki Marceliny, brzmiały następująco: "Zadanie wielkie, praca kolosalna - z jednej strony łatwa, z drugiej bardzo trudna. Łatwa, bo serca dzieci to wosk, na którym wszystko łatwo się wyciska. Trudna, bo wosk wystawić na gorąco ognia lub słońca, a ślad jego cały się zgładzi. Dzieci przyjmują dobre i złe wrażenia, jedne zacierają drugie". Jakże trafnie oddają one pracę wychowawcy. Czytając te zdania, uświadomiłam sobie ogromną odpowiedzialność, jaką biorę za swoich wychowanków. To, co im przekażę, będzie miało wpływ na całe ich życie. I nie najważniejsza w tym momencie jest wiedza. Moim zadaniem, jako wychowawcy, jest pokazanie tym młodym ludziom właściwych wzorców zachowań. Jest to szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, kiedy wciąż słyszymy o przypadkach, gdy młodzi ludzie zabijają swoich rówieśników, często nawet nie dostrzegając zła, które wyrządzili. Matka Marcelina cały czas miała świadomość odpowiedzialności za wychowanie młodych ludzi. Dlatego też tak wiele miejsca poświęciła sprawom rodziny, a w kształceniu dziewcząt ogromną wagę przywiązywała do przygotowania ich do roli matki i żony. Wierzyła bowiem, że to właśnie kobieta jest duchem rodziny, a od tego, jakie wartości przekażemy młodym ludziom, zależy odrodzenie całego społeczeństwa. Dziś również wiele miejsca podczas publicznych debat poświęca się sprawom rodziny. Mówi się o polityce prorodzinnej i o kryzysie rodziny. Może warto zatem sięgnąć po myśli Matki Marceliny. Znajdziemy tu oczywiste - wydawałoby się - prawdy, ale jak często przez nas zapominane. Polecam tę część nauk Matki Marceliny szczególnie dziewczętom, które zamierzają w niedługim czasie założyć własną rodzinę. Naprawdę znajdziecie tu wiele wskazówek pomocnych przy budowaniu własnego domu. Jak już wspominałam wcześniej - jestem młodą nauczycielką. Nie mam zatem bogatego doświadczenia pedagogicznego, wielu rzeczy muszę się jeszcze nauczyć. Wciąż borykam się z różnymi problemami wychowawczymi. Tak jak wielu młodych nauczycieli, staram się pogłębiać swoją wiedzę pedagogiczną, czytając chociażby różne publikacje poświęcone tym zagadnieniom. Panuje obecnie moda na nowoczesne, proponowane nam przez zachodnich autorów, sposoby wychowania. Ja jednak najważniejsze wskazówki pedagogiczne znalazłam w następujących słowach Matki Marceliny: " Rozwijać - nie wysilając, ubogacać - nie przeciążając, uczyć praktyczności - nie odzierając z poezji, hartować - nie zatwardzając, oczyszczać sumienie - nie dopuszczając skrupułów, uczyć miłości - bez czułostkowości, pobożności - bez dewoterii, zniżać się do dzieci w zabawach - nie zmalając siebie, aby następnie być w stanie wznieść dzieci do wysokości zadania". Oto - zdaniem Matki Marceliny - zadania nauczyciela. Mam nadzieję, że będę w stanie im sprostać. 1 Informacje na temat życia Matki Marceliny można znaleźć m.in. w następujących publikacjach: - Ewa Jabłońska-Deptuła, Zakorzeniać nadzieję. M. Marcelina Darowska o rodzinie i dla rodziny, Lublin 1996 - Marcelina Darowska - Niepokalański charyzmat wychowania, pod red. ks. Marka Chmielewskiego, Lublin 1996 - S. Grażyna (Jordan), Wychowanie to dzieło miłości, Szymanów 1997 2 Zawsze będę z Wami. Myśli i modlitwy błogosławionej Matki Marceliny Darowskiej, zebrały i opracowały s. M. Grażyna od Współpośrednictwa Matki Bożej, Anna Kosyra-Cieślak, Romana Szymczak, Szymanów 1977.
CZYTAJ DALEJ

Religia w szkole w liczbach. Co mówią najnowsze dane Kościoła o uczniach i nauczycielach?

2026-01-05 07:24

[ TEMATY ]

religia w szkole

Adobe Stock

Najnowsze Annuarium Statisticum Ecclesiae in Polonia 2024, opublikowane przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego SAC im. ks. Witolda Zdaniewicza, przynosi ważne i momentami zastanawiające dane dotyczące lekcji religii w polskich szkołach. Statystyki pokazują zarówno skalę wyzwań stojących przed katechezą szkolną, jak i wyraźne różnice regionalne oraz strukturalne wśród nauczycieli religii.

W roku szkolnym 2024/2025 na lekcje religii uczęszczało 75,6% uczniów, a więc wciąż mówimy o wyraźnej większości uczniów uczestniczących w zajęciach religii. Niemniej jednak dynamika zmian rodzi pytania o przyszłość tego przedmiotu w systemie oświaty.
CZYTAJ DALEJ

Czy masz 5 minut dla Najważniejszej Osoby w Twoim życiu?

2026-01-05 19:35

[ TEMATY ]

wiara

Niezbędnik Katolika

MK

W codziennym biegu, między pracą a domowymi obowiązkami, łatwo zgubić to, co daje nam prawdziwy spokój. A gdyby tak zatrzymać się na zaledwie 300 sekund, by odnaleźć siłę u źródła?

Dołącz do 5 milionów osób, które każdego miesiąca budują swoją relację z Bogiem dzięki NiezbednikKatolika.pl. To nie tylko strona – to Twój osobisty, duchowy asystent, który w jednym miejscu gromadzi wszystko, czego potrzebujesz do wzrostu w wierze.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję