Reklama

Polityka

Wojny zastępcze

O przyczynach nieskuteczności wielkiej koalicji antyterrorystycznej z dr. Janem Burym rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 50/2015, str. 36-37

[ TEMATY ]

wywiad

polityka

Grzegorz Boguszewski

Dr Jan Bury

Dr Jan Bury

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – W jednej z wcześniejszych naszych rozmów wyraził Pan obawę, że Bliski Wschód może się stać zarzewiem III wojny światowej. Dziś polscy eksperci wojskowi zapewniają, że mimo coraz bardziej zaogniającej się sytuacji w tym regionie – w Syrii trwa wojna domowa, działa tzw. Państwo Islamskie, interweniuje Rosja i niektóre państwa NATO – o wojnie światowej nie może być mowy. Czy naprawdę nie ma powodu do tego rodzaju obaw?

DR JAN BURY: – Jak najbardziej są. Żyjemy w bardzo niespokojnych czasach, o wiele bardziej niespokojnych niż w okresie zimnej wojny, ponieważ wtedy cały system światowy był jednak bardziej ustabilizowany i przewidywalny. Obecnie mamy konflikt wielkich mocarstw i wielkich interesów, zapoczątkowany w latach 90. XX wieku przez Stany Zjednoczone, a w istocie przez amerykańskich neokonserwatystów i ich doktrynę hegemonii USA w świecie. W jej ramach Stany Zjednoczone od pewnego czasu praktykują w polityce międzynarodowej unilateralizm, czyli samodzielnie podejmują decyzje dotyczące spraw świata i narzucają je swoim zachodnim sojusznikom, nie zważając na prawo międzynarodowe.

– Obecną sytuację geopolityczną można by opisać jako dość niespokojną nierównowagę sił.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

– Dziś możemy już nawet mówić o nowej, bardziej skomplikowanej „zimnej wojnie”. Została ona wzniecona w czasie arabskiej wiosny w 2011 r., a potem przez wydarzenia na Ukrainie na przełomie 2013 i 2014 r. Mamy też swego rodzaju „wojnę zastępczą” w Syrii, podsycaną przez wielkie mocarstwa z obu stron.

– Widzimy tam dziś szczególną aktywność Rosji broniącej Baszara al-Asada przed dążącymi do obalenia go rebeliantami, a ostatnio Francji – bombardującej pozycje islamistów w odwecie za zamachy w Paryżu. Widzimy szczególne zaangażowanie Turcji, mało widoczna wydaje się natomiast obecność Stanów Zjednoczonych...

– Na tym polega wojna zastępcza, że główni rozgrywający są mało widoczni lub ich role są mało czytelne. Ale mimo to uważam, że w Syrii rola Ameryki jest oczywista od 2011 r. Widać to dziś w retoryce prezydenta Baracka Obamy, w jego licznych wypowiedziach, w których zarzuca Rosji bombardowanie tzw. umiarkowanej opozycji syryjskiej dążącej do obalenia reżimu Al-Asada.

– A tak nie jest?

– Opozycji umiarkowanej tam nie ma, wszyscy rebelianci są ekstremistami; są szkoleni i radykalizowani w odpowiednich obozach, np. na terytorium Kataru, w przygotowywaniu pułapek i zasadzek na armię syryjską, w dobijaniu rannych żołnierzy itp. Nie da się dziś podzielić walczącej opozycji syryjskiej ze względu na sympatie polityczne – wszyscy są jednakowo radykalni i przeważnie jednakowo wyposażeni w nowoczesną broń.

Reklama

– W Syrii trwa walka z reżimem Al-Asada, a zarazem walka z terroryzmem. Paradoks polega na tym, że ci, którzy bronią reżimu, jednocześnie walczą z terrorystami. Naprawdę trudno zrozumieć, na czym dziś polega globalna wojna z terroryzmem.

– Niezmiennie polega na realizowaniu tzw. doktryny Wolfowitza, która sprowadza się do tego, że celem Stanów Zjednoczonych w polityce zagranicznej jest zapobieżenie odbudowie jakiegokolwiek mocarstwa – przede wszystkim Rosji – które swoim potencjałem mogłoby zagrozić hegemonii Stanów Zjednoczonych w świecie. I o to też idzie w Syrii.

– Czy, zdaniem Pana Doktora, wojna wydana terroryzmowi po 2001 r., w konsekwencji zamachu na WTC w Nowym Jorku, to tylko globalna wojna zastępcza?!

– Tak uważam. To wojna o hegemonię, o dominację w świecie. Dlatego zlikwidowano sprzyjający Rosji rząd Saddama Husajna w 2003 r., w 2011 r. usunięto płk. Kaddafiego w Libii, a wraz z nim interesy Rosji i Chin z Afryki Północnej. Rosja z trudem wraca tam teraz przez Egipt. Tradycyjnymi partnerami Rosji na Bliskim Wschodzie są: Iran, Syria i północny Sudan. Te kraje opierają się wpływom Ameryki, która jest zmuszona prowadzić tam teraz wojnę podjazdową poprzez wspieranie przeróżnych grup zbrojnych, np. w swoim czasie wspierała Libijską Islamską Grupę Zbrojną, de facto dżihadystów spod znaku Al-Kaidy.

– Dlaczego największe mocarstwo świata nie uderza wprost i odpowiednio mocno w matecznik terroryzmu?

Reklama

– Najwyraźniej obawia się, że utraci istotną siłę, która walczy z Al-Asadem. A Syrię i sąsiedni Iran – który jest dziś prawdziwym regionalnym mocarstwem – łączy sojusz polityczny i militarny, więc nie można tu powtórzyć libijskiego scenariusza i uderzyć siłami NATO, gdyż wtedy rzeczywiście rozpoczęłaby się III wojna światowa na Bliskim Wschodzie.

– Bo wtedy i Rosja nie odpuści...

– Oczywiście! Rosja rozpoczęła operację powietrzną w Syrii na prośbę Damaszku, atakuje praktycznie wszystkich przeciwników Al-Asada – nawet osłanianych przez Turcję Turkmenów – ponieważ utrzymanie go przy władzy jest dla Rosji sprawą życia i śmierci. Chodzi o zachowanie rosyjskiej bazy w mieście Tartus nad Morzem Śródziemnym. Rosja obawia się ponadto, że gdy tylko syryjscy dżihadyści obalą Al-Asada, to natychmiast w Damaszku powstanie marionetkowy prozachodni rząd, który zgodzi się na budowę ropociągów i gazociągów znad zatoki Perskiej przez terytorium Arabii Saudyjskiej, Syrii i Turcji do Europy, a wówczas Rosja po prostu zbankrutuje. Dla Rosji jest to zatem sprawa utrzymania się przy życiu – żyje przecież ciągle na kroplówce gazowo-naftowej...

– Trudno będzie ludziom na Zachodzie zrozumieć, że dżihadyści – którzy dziś tak bardzo straszą Zachód – mogą doprowadzić do powstania prozachodniego rządu w Syrii!

Reklama

– A jednak! Wtedy się okaże, że są w istocie marionetkami w rękach Zachodu. Moim zdaniem, nie ma dzisiaj w świecie samorodnych terrorystów – są tylko najemnicy albo agenci rządów państw. Przede wszystkim tacy właśnie walczą dziś w Syrii – głównie za pieniądze. Oczywiście, to wszystko prowadzi do dramatów, do tragedii milionów ludzi, którzy za wszelką cenę chcieliby trafić do bezpiecznej i sytej przystani, jaką dziś jest Europa.

– Jaką rolę w regionie odgrywa rezydujące na terytorium Syrii i Iraku tzw. Państwo Islamskie (ISIS)?

– Są dwie teorie dotyczące genezy i celu jego powstania. Pierwsza – że wywodzi się z siatki irackiej Al-Kaidy i jest produktem stworzonym m.in. przez byłych oficerów Saddama Husajna, po to, żeby opierać się wpływom Zachodu. Jednak jest to mało prawdopodobne, gdyż w takim przypadku byłby to raczej tylko niewielki ruch islamistyczny. Według drugiej wersji, obecne Państwo Islamskie jest bezpośrednio wspierane finansowo, logistycznie i militarnie przez bogate kraje arabskie znad Zatoki Perskiej, zaś Turcja i Jordania pomagają w tym procederze, otwierając granice, pozwalając na szkolenia dżihadystów na swoim terytorium. Moim zdaniem, ISIS jest na rękę Zachodowi i znakomicie wpisuje się w neokonserwatywne plany kontroli Bliskiego Wschodu, gdzie wpływy Iranu są dość silne i gdzie jest ropa naftowa, która wciąż powoduje, że wszyscy skaczą sobie do gardeł.

– Wydaje się jednak, że bez względu na swą genezę ISIS już wyrwało się spod jakiejkolwiek kontroli.

– Na ten temat są również dwie tezy. Jedna – że Państwo Islamskie jest jeszcze kontrolowane przez Zachód, a druga – że jego bojownicy powiedzieli „nie”: mamy dosyć bycia marionetkami, dosyć wykorzystywania nas do celów polityki zachodniej. Chcą własnego niezależnego państwa.

Reklama

– Do tego potrzeba pieniędzy!

– Dlatego stale rozszerzają swoją działalność ekonomiczną: handlują ropą na czarnym rynku, zagrabionymi dziełami sztuki – głównie z Turcją, która jest na ten proceder dość otwarta. Nawet rząd USA oszacował, że codzienne zyski Państwa Islamskiego z nielegalnego handlu ropą naftową wynoszą ok. miliona dolarów, a przecież sprzedają tę ropę po cenie 2-3 razy niższej niż cena rynkowa. Według innych szacunków, ten dzienny utarg ISIS może wynosić nawet do 3 mln dolarów.

– Skąd pozyskują tę ropę?

– Z syryjskich rafinerii. W Syrii nie ma, oczywiście, tak dużo ropy, jak w krajach Zatoki Perskiej, ale i tak można na niej zarobić krocie. Przez niecałe 1,5 roku dżihadyści mogli zatem zarobić nawet miliard dolarów. Z tego finansują swoją działalność, płacą najemnikom, rzekomo odkupują nowoczesną broń od tzw. umiarkowanej opozycji...

– Rzekomo?

– Tak, właśnie dlatego, że tzw. umiarkowana opozycja w Syrii to zasłona dymna, wytrych polityczny dla rozmaitych interpretacji, tłumaczeń. To ci rzekomo umiarkowani opozycjoniści turkmeńscy przy granicy syryjsko-tureckiej, z okrzykami „Allah Akbar” na ustach, zabili opadającego na spadochronie pilota rosyjskiego samolotu zestrzelonego nad Syrią przez Turków, a potem tańczyli nad jego ciałem... De facto jedyną naprawdę umiarkowaną opozycją są tam Kurdowie.

Reklama

– A ci stanowią dziś problem głównie Turcji. Jak bardzo poważny?

– Od dziesięcioleci Turcja nie kwapiła się z nadaniem Kurdom przywilejów. Nie pomogła w czasie oblężenia syryjskiego miasta Kobane (właśc. Ajn al-Arab) w pobliżu granicy tureckiej, gdy Kurdowie przez cztery miesiące dzielnie walczyli z dżihadystami Państwa Islamskiego.

– Turcja bardzo obawia się realizacji kurdyjskich aspiracji, czyli powstania dużego, samodzielnego państwa kurdyjskiego?

– Od lat 80. ubiegłego wieku takie „państwo” de facto istnieje na terytorium Iraku; nawet za czasów Saddama Husajna Kurdowie cieszyli się tam dość dużą autonomią, o czym mało kto wie... Od lat 90. budują tę swoją państwowość na północy Iraku, ale siłą rzeczy musi się ona przenieść także na stronę turecką. Turcja nie chce do tego dopuścić i bombarduje ich, jak może...

– Dziś tak naprawdę nie bardzo już wiemy, kto, kogo i dlaczego tam bombarduje! Klarowne wydają się chyba tylko intencje Francuzów, starających się niszczyć cele Państwa Islamskiego w odwecie za zamachy w Paryżu.

Reklama

– Rzeczywiście, mamy tu spory chaos. Nad cele islamistów latali już Jordańczycy, były naloty lotnictwa Emiratów Arabskich... Rosja, gdy rozpoczynała bombardowania w październiku br., zawarła porozumienie z NATO, że nie będzie dochodziło do starć z samolotami NATO-wskimi. Wydaje się, że po ataku terrorystycznym Państwa Islamskiego na Paryż prezydent François Hollande chciał pójść na wojnę z ISIS wspólnie z Rosją... Już po zamachu na „Charlie Hebdo” na początku tego roku Hollande przyznał się do swych wahań wobec embarga nakładanego na Rosję przez kraje UE. Teraz byłby chyba gotów ramię w ramię z Rosją prowadzić operację w Syrii, ale to raczej nie spodobałoby się w Waszyngtonie...

– A tak wiele mówi się o wielkiej światowej koalicji do walki z terroryzmem…

– ISIS powstało w czerwcu 2014 r. i zaraz potem do walki z nim ruszyła wielka koalicja kilkudziesięciu państw, jednak bardzo nieudolna, ponieważ Państwo Islamskie coraz sprawniej się rozprzestrzenia, pozyskuje coraz więcej broni, coraz więcej ośrodków z nielegalnego handlu ropą naftową. Zaczęło się też rozprzestrzeniać w innych rejonach: jest jeszcze samozwańcze Państwo Islamskie w Libii, Nigerii, Somalii. Planuje się stworzenie globalnego kalifatu.

– Naprawdę tak trudne do spełnienia jest marzenie Zachodu o skutecznej ogólnoświatowej koalicji do walki z terroryzmem?

– Szczerze wątpię, czy naprawdę są takie marzenia. Taka koalicja jest fikcją, po prostu nie jest możliwa, skoro ponad 50 państw przez 1,5 roku w tej sprawie nie zrobiło praktycznie nic, a Państwo Islamskie rozwijało się, rosło w siłę! Można powiedzieć, że swoje cele osiągnęła jedynie Rosja, która w tym roku uderzyła w samo sedno funkcjonowania Państwa Islamskiego, czyli w jego logistykę i gospodarkę związaną z handlem ropą naftową. Rykoszetem uderzyła w interesy tureckiego „państwa w państwie”, czyli kręgów powiązanych biznesowo z islamistami ISIS. Być może stąd ten, jednak dość nieoczekiwany, atak na rosyjski samolot...

Reklama

– Kto najbardziej korzysta na dzisiejszym strachu Europy? Rosja?

– Moim zdaniem, najsilniejsi – przede wszystkim Stany Zjednoczone. Żyjemy w czasach bezwzględności polityki, sterowanej przez bardzo wąskie grupy interesu, które nie przestrzegają ani praw wewnętrznych własnych państw, ani prawa międzynarodowego. I to prowadzi do tragedii. Do wszelkiego rodzaju wojen zastępczych, jak ta w Syrii, w której ścierają się wielkie wpływy Wschodu i Zachodu. A to już jest naprawdę niebezpieczne, bo dzięki takim wojnom także Państwo Islamskie rośnie w siłę.

* * *

Dr Jan Bury
arabista, ekspert ds. Bliskiego Wschodu, UKSW

2015-12-09 08:38

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

5 pytań do … Pana Szymona Szynkowskiego vel Sęka

[ TEMATY ]

wywiad

5 pytań do...

Archiwum prywatne

Szymon Szynkowski

Szymon Szynkowski

5 pytań do … Pana Szymona Szynkowskiego vel Sęka – sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, pełnomocnika rządu do spraw polskiego przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej

Piotr Grzybowski:Panie Ministrze, zacznijmy od chyba najgorętszego dziś tematu: protestów społecznych po - w powszechnej ocenie uznanych za sfałszowane - wyborach prezydenckich na Białorusi. Czy dla naszych służb dyplomatycznych było to zaskoczeniem? Szymon Szynkowski vel Sęk: Dla nas nie było to zaskoczenie. Wiedzieliśmy, że jest niestety duże prawdopodobieństwo, że wybory nie będą przeprowadzone w sposób przejrzysty i demokratyczny, i że napotka to na opór białoruskiego społeczeństwa. Natomiast – dla nas nie, ale dla niektórych naszych zachodnich partnerów z UE myślę, że skala i długotrwałość tych protestów była zaskoczeniem. Przecież wiadomo, że wcześniejsze wybory również budziły wątpliwości, choć skala fałszerstw nie była aż tak duża, jak w przypadku tych ostatnich, więc teraz zarówno skala manipulacji, jak i skala oporu wobec manipulacji jest bardzo duża. My przyglądamy się sytuacji na Białorusi od wielu lat, więc trudno, żebyśmy w tej kwestii byli czymś zaskoczeni. PG: Czy w związku z tym MSZ ma wypracowane scenariusze, które Polska będzie realizować? SSvS: Tak, oczywiście. My nie poruszamy się tylko w sferze ogólnych deklaracji politycznych, potępiających to, co wydarzyło się w trakcie wyborów na Białorusi, czy wspierających dialog ze społeczeństwem i domagających się tego dialogu i rezygnacji z użycia siły, czy represji. To byłoby zbyt mało. My proponujemy bardzo konkretny plan działań dla Białorusi, z konkretnym finansowaniem na poziomie na razie naszego planu krajowego - ok. 12 mln euro, czyli 50 mln zł. Natomiast będziemy też proponować wspólnie z Grupą Wyszehradzką, bo w tej chwili finalizowane są uzgodnienia w zakresie propozycji tzw. Planu Marshalla, czyli czegoś, co jest nazywane Planem Marshalla dla Białorusi, takiej wielopunktowej propozycji wsparcia, która mogłaby zostać zaoferowana w sytuacji, w której na Białorusi doszłoby do demokratycznych zmian. Mowa tutaj zarówno o liberalizacji wizowej, jak i ułatwieniach dla małych i średnich przedsiębiorstw i specjalnym funduszu wsparcia. To zostało już zaprezentowane przez Premiera Mateusza Morawieckiego szefowej Komisji Europejskiej i będzie prezentowane przez całą Grupę Wyszehradzką, której przewodzimy, na forum Rady Europejskiej w najbliższych dniach. PG: Pytanie już do Pana jako pełnomocnika rządu do spraw polskiego przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej: czy jest realne wypracowanie planu działania Grupy wobec sytuacji na Białorusi? SSvS: Tak. Dzisiaj Grupa Wyszehradzka finalizuje prace nad tym bardzo konkretnym planem wsparcia ze strony UE dla Białorusi na poziomie gospodarczym. To jest jeden z elementów, który chcemy oferować Białorusi, ale – co ważne - w ramach współpracy Wyszehradzkiej, bo w ten sposób możemy łatwiej na poziom unijny przenieść naszą propozycję. Oczywiście na poziomie krajowym mamy 5-punktowy plan, który dzisiaj jest realizowany, zarówno w zakresie wsparcia NGO, jak i wspierania dostępności rynku pracy dla osób, które muszą wyjechać z Białorusi, chcą przyjechać do Polski. Propozycje na poziomie unijnym liberalizacji wizowej wynikają też z tego, że jest ok. 800 tys. wiz unijnych wydanych w ostatnich latach. 400 tys. tych wiz wydały polskie konsulaty, więc to Polska jest krajem, który najaktywniej wspiera Białoruś, także w zakresie wsparcia dla obywateli tego kraju, jak również możliwość ich przyjazdu do Unii Europejskiej, czy pracy w UE. Chcemy, żeby było to wsparcie systemowe, w które zaangażują się wszyscy nasi unijni partnerzy. Wokół tego udało się, co też jest sukcesem Polski, wybudować konsensus Grupy Wyszehradzkiej. Przecież wiemy, że mamy w Grupie Wyszehradzkiej przyjaciół, partnerów, ale bywają także różnice zdań. W tej sprawie nie ma różnicy zdań. Grupa Wyszehradzka będzie prezentowała to wsparcie za tydzień, na forum Rady UE. PG: Końcem lipca powołano nową inicjatywę - Trójkąt Lubelski. W jakim celu? SSvS: Jak się okazało, Trójkąt Lubelski powołany w drugiej połowie lipca, swoją zasadność funkcjonowania dowiódł już w pierwszych tygodniach, bo chwilę później rozpoczął się kryzys na Białorusi, związany właśnie z niedemokratycznymi wyborami i w tym formacie są również prowadzone dyskusje. Litwa, Polska i Ukraina to kraje sąsiedzkie Białorusi, w których interesie leży stabilność sytuacji w tym kraju. Litwa i Polska dyskutują o wyzwaniach w różnych innych formatach, np. „Bukaresztańskiej 9” w kontekście bezpieczeństwa, w ramach współpracy Polski z krajami bałtyckimi. Ukraina była z tych dyskusji do tej pory wyłączona, bo w tych formatach nie uczestniczy. W związku z tym uznaliśmy, że trzeba stworzyć format sąsiedzki, który będzie właśnie miejscem do włączania również Ukrainy w dyskusję na tematy bieżące. Takim najbardziej bieżącym tematem, siłą rzeczy niestety dla Trójkąta Lubelskiego oczywistym jest sytuacja na Białorusi, ale też szerzej dyskusje o polityce bezpieczeństwa w regionie, w gronie krajów, które mają podobne spojrzenie na zagrożenia, które płyną ze wschodu. Dzisiaj Trójkąt, który koordynuje pan wiceminister Marcin Przydacz jest doskonałym formatem do tego, żeby koordynować też działania z ważnym państwem nieunijnym, czyli Ukrainą. PG: Wrócił Pan minister kilka dni temu z Wilna, gdzie podpisane zostało Strategiczne Partnerstwo Polsko-Litewskie. Czy to początek Unii Lubelskiej 2.0? SSvS: Nie, choć nawiązań historycznych podczas tego spotkania było całkiem sporo, począwszy od tego, że na początku swojego wystąpienia Pan Premier Skvernelis wskazał, że to pierwsze takie spotkanie od 230 lat. Po drugie, w wystąpieniach premierów obecne były nawiązania do wspólnych tegorocznych obchodów rocznicy Bitwy pod Grunwaldem i planowanych przyszłorocznych obchodów Konstytucji 3 maja, jak to się mówi zaręczenia wzajemnego obu narodów. To będzie też taka historyczna okazja do podkreślania tego, co nas łączy. Natomiast to jest tylko fundament do budowania dzisiaj naszej bardzo bliskiej współpracy, która już ma swój dorobek. Współpracujemy znowu w wielu formatach międzynarodowych ważnych UE, NATO, ale także regionalnych: Trójmorze, współpraca Bałtycka, czy choćby ten najnowszy wspomniany wcześniej Trójkąt Lubelski. To jest oczywiście tylko narzędzie do osiągania konkretnych celów. Te cele dzisiaj Litwa i Polska potrafią definiować: to jest wspólne wspieranie Białorusi. Litwa też tu jest bardzo aktywnym aktorem, przypomnę, że przed chwilą Minister Spraw Zagranicznych Litwy Pan Linkieviczus był w Waszyngtonie, rozmawiał o tych sprawach, więc koordynujemy tutaj działania wspólne. Na forum Rady Europejskiej także Polska i Litwa mówią w tych sprawach wspólnym, bardzo mocnym głosem, ale też w ogóle koordynujemy współpracę gospodarczą. Konsultacje międzyrządowe, co bardzo jest ważne, żeby podkreślić miały swój bardzo konkretny wymiar: podpisano dwie umowy z zakresu współpracy przy rozbudowie infrastruktury transportowej, kolejowej, podpisano deklarację o współpracy strategicznej przez Premierów, podpisano bardzo ważny harmonogram wdrażania zmian oświatowych, które sprawią, że Polacy mieszkający na Litwie będą mieli zwiększoną dostępność do nauczania języka polskiego, co jest problemem od lat niezałatwionym. Tutaj jest duża szansa na postęp. Wreszcie jest TVP Wilno i przy okazji już nie samych konsultacji, ale też w związku z wizytą w Wilnie Pana Premiera, mieliśmy okazję podpisać list intencyjny, który po roku funkcjonowania z dużymi sukcesami TVP Wilno da w przyszłości tej telewizji nową siedzibę, w Domu Polskim w Wilnie, rozbudowanym ze środków MSZ. Wejdzie tam telewizja, młody zespół dziennikarzy z Wileńszczyzny, który już dzisiaj mówi ciekawie o życiu na Wileńszczyźnie, ale też mówi dobrze o Polsce, o polskiej historii, kulturze, tradycji. Jak Pan widzi w czasie tej bardzo intensywnej wizyty wiele spraw zostało nie tylko poruszonych ale i załatwionych. Naprawdę byłem pod wrażeniem, jak skuteczna może być dyplomacja w kontekście konsultacji międzyrządowych. Pod wodzą Premiera kilkunastu ministrów, każdy z konkretną agendą spraw, które chce załatwić, jedzie tam, sprawy mają postęp i wracamy z konkretnym dorobkiem. To w dyplomacji nie jest reguła, bo czasami kończy się na jakiś ogólnych dyskusjach, tu zaś mamy solidny konkret.
CZYTAJ DALEJ

Wizyta Leona XIV we Francji. „Katolicy nie mają powodu, by przepraszać za to, że istnieją”

2026-08-25 11:36

Monika Książek

Od 25 do 28 września Francja będzie miejscem papieskiej wizyty, która - zdaniem Philippe’a Marie piszącego na łamach portalu Tribunne Chrétienne - może stać się dla tamtejszych katolików okazją do odnowienia wiary, przezwyciężenia podziałów i odważniejszego świadectwa. Setki tysięcy wiernych mają zgromadzić się w Paryżu, Saint-Denis i Lourdes.

Autor przypomina, że wizycie papieża Leona XIV będą towarzyszyć kamery, oficjalne wystąpienia i komentarze polityczne. Jednak - jak podkreśla- w centrum wydarzeń znajdą się przede wszystkim katolicy: rodziny, młodzież, księża, osoby konsekrowane, chorzy i starsi, a także ci, którzy być może właśnie dzięki papieskiej wizycie ponownie zbliżą się do Kościoła.
CZYTAJ DALEJ

Pół miliona głosów wołało: „Królowo Polski, przyrzekamy!”

2026-08-25 20:04

[ TEMATY ]

śluby narodu

Vatican Media/Instytut Prymasowski

Jasnogórskie Śluby Narodu nie były tylko aktem maryjnej pobożności. Kard. Stefan Wyszyński wpisał w nie program życia: od wierności Bogu, przez obronę życia i rodziny, po walkę z własnymi wadami, troskę o potrzebujących i Polskę bez nienawiści, przemocy i wyzysku. 70 lat temu jego słowa powtarzało na Jasnej Górze pół miliona ludzi. Dziś wracają z pytaniem, ile z tamtych przyrzeczeń udało się wypełnić.

„Wielka Boga-Człowieka Matko! Bogarodzico Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo! Królowo świata i Polski Królowo!” - tak rozpoczynał się tekst napisany w maju 1956 r. przez internowanego w Komańczy Prymasa Polski.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję