Reklama

Sztuka

Malowanie Duchem

Są w ludzkim życiu na ziemi takie zadania, których sens i powodzenie wymagają równoczesności wielu czynników rozgrywanych na najwyższym poziomie. Przestrzenią, gdzie widać to najlepiej, jest sztuka

Niedziela Ogólnopolska 33/2013, str. 24-25

[ TEMATY ]

sztuka

Monika Frątczak-Rodak

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Łódź to wielki ośrodek akademicki, w którym prym wiodą niezwykle ważne, uznane na świecie uczelnie artystyczne. O łódzkiej Filmówce wciąż marzą tysiące młodych z całego świata, a rozmach Akademii Muzycznej daje perspektywę pełną nadziei na rozwój i piękną pracę. Jest tu też założona przez Władysława Strzemińskiego Akademia Sztuk Pięknych, przygotowana do znakomitego kształcenia młodych plastyków, pełna potencjału, nowoczesności, świetnie doświetlonych pomieszczeń dla ekspozycji prac studentów i ich profesorów. Z tej właśnie wyższej uczelni wywodzi swój zawodowy życiorys jedna z najzdolniejszych jej absolwentek - Monika Frątczak-Rodak.

Poszukiwania

Szukanie najwłaściwszej sobie drogi frapowało ją od zawsze. W którą stronę się udać, by udało się życie? Zachłyśnięta przez chwilę undergroundowym środowiskiem liceum plastycznego, nie dała się podtopić przez iluzoryczne szczęście, spakowała do plecaka niezbędne przedmioty, wsiadła do pociągu nie byle jakiego i przez wiele dni wałęsała się po ulicach Częstochowy, badając tajemnicę wieży, która wciąż łagodnie wchodziła w oczy. To tu padła fundamentalna dla jej życia odpowiedź: Tędy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Po zakończonych z wyróżnieniem studiach na Wydziale Malarstwa ASP Monika nie szukała prostych, zarobkowych rozwiązań, lecz postanowiła tak pokierować swym zawodowym życiem, by danym jej talentem obdarowywać świat, cieszyć jego oczy i kształtować najlepsze gusta. Została pracownikiem dydaktycznym, asystentką na Wydziale Edukacji Wizualnej w pracowni Grafiki Warsztatowej. Najbardziej pochłonęło ją malarstwo olejne, grafika, uczenie tego, jak uczyć, a z czasem przyszła owocna współpraca ze Studium Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej i wieloma wydawnictwami literatury dla dzieci. Monika Frątczak-Rodak wykonała projekty graficzne do dwóch pełnometrażowych filmów rysunkowych i 17 gier edukacyjnych oraz ilustracje do 26 książek dla dzieci, z czego dziś w Polsce znana jest najbardziej.

Przewrotem w jej pracy był rok 2006 i postanowienie założenia własnej, niezależnej firmy plastycznej, w ramach której artystka zaczęła realizować swe najskrytsze marzenia. Działania koncentrowały się w zakresie szeroko pojętej grafiki użytkowej, w tym ilustracji książkowej i malarstwa sztalugowego, grafiki warsztatowej i aranżacji wnętrz, głównie sakralnych. To jej autorstwa są m.in. pomieszczenia Duszpasterstwa Akademickiego „5” w Łodzi - kaplicy i kawiarenki.

ART10

Reklama

Kolejne lata to wyraźne poszerzenie działalności. Powstała wtedy marka ART10.pl, która skupiła 3 nowo powstałe pracownie. Pierwsza z nich to pracownia ikon, gdzie tworzone są stylizowane malowidła na deskach - od maleńkich, kilkucentymetrowych po wielkoformatowe. Wszystkie obrazy sakralne wykonywane w pracowni cechuje wysoka wartość artystyczna - większość jest postarzana, złocona itp. Obok ikon tradycyjnych szeroką ofertę stanowią tu również stylizowane malowidła na drewnie. Drugi, nowy areał twórczości stanowi pracownia witraży, w której Monika Frątczak-Rodak wykonuje witraże klasyczne i te stwarzane metodami alternatywnymi, piękne, trwałe i znacznie tańsze. Witraże powstają według autorskich projektów artystki, pojawiają się także kopie i projekty powierzone przez klientów. Można osiągnąć efekt zarówno witrażu średniowiecznego, jak i całkowicie nowoczesnego. Wszystkie witraże odporne są na działanie promieni UV, przez co ich barwy nie ulegają płowieniu. W pracach wykonanych metodami alternatywnymi wykorzystywane są taśmy ołowiane (99 proc. czystego ołowiu), dzięki czemu witraż daje się „namalować” bez cięcia szkła i lutowania złączy.

Reklama

To, co Monika Frątczak-Rodak realizuje obecnie w ramach swych zamysłów i pracy, wykracza dalece poza sztampę akademickiej wiedzy o sztuce i technikach. Jej działania pełne są poszukiwań, dziecięcej ciekawości i naukowej dociekliwości. Na bazie wiedzy zdobywanej latami w szkołach miksuje preparaty, wybiera sprawdzone przez siebie receptury i tworzy dzieła, które onieśmielają jej zawodowych kolegów i urzekają pięknem każdego, kto je widzi. A to, co ostatnio fascynuje i absorbuje ją najbardziej, to fresk, którego pracownia pod marką ART10 powstała jako ostatnia. Tu również obok metod tradycyjnych proponowane są alternatywne. Na potrzeby owej pracowni Monika opracowała specjalną technologię wykonania fresku na praktycznie każdym rodzaju podłoża, nawet na kolumnach i sklepieniach. Malowidła stwarzane są na celowo nierównym tynku, co sprawia wrażenie trójwymiarowości. Freski wykonywane są w pracowni, a w miejscu docelowym artystka je montuje i poddaje ostatecznej obróbce. Co ważne, czas realizacji, bez uszczerbku dla jakości, jest kilkakrotnie krótszy niż w metodzie tradycyjnej. Freski wykonane przez pracownię Moniki Frątczak-Rodak nadają się zarówno do pomieszczeń zamkniętych, jak i na ściany zewnętrzne. Nie blakną na słońcu, nie kruszą się, łatwo je pielęgnować, ponieważ do ich wykonania artystka używa tylko najlepszych materiałów budowlanych. Także tutaj - w porównaniu z długim, żmudnym i kosztownym procesem tradycyjnym - atutem jest cena.

We wszystkich czterech pracowniach - grafiki użytkowej, ikon, witraży i fresków - artystka wykonuje zarówno projekty autorskie, jak i twórcze opracowania dzieł mistrzów. Możliwy jest każdy obraz w dowolnej technice i formacie.

sacro.art10.pl

Przez ostatnie lata ART10 - w jednej osobie - wykonywało usługi dla wąskiej grupy stałych odbiorców, lecz z uwagi na coraz większe zainteresowanie projektami sakralnymi (głównie freskami), powstała strona sacro.art10.pl.

„Aby głosić orędzie, które powierzył mu Chrystus, Kościół potrzebuje sztuki. Musi sprawiać, aby rzeczywistość duchowa, niewidzialna, Boża stawała się postrzegalna, a nawet - w miarę możliwości - pociągająca. (…) Otóż sztuka odznacza się tylko sobie właściwą zdolnością ujmowania wybranego aspektu tego orędzia, przekładania go na język barw, kształtów i dźwięków, które wspomagają intuicję człowieka patrzącego. (…) Kościół potrzebuje zwłaszcza tych, którzy umieją zrealizować to wszystko na płaszczyźnie literatury i sztuk plastycznych, wykorzystując niezliczone ilości obrazów oraz ich znaczeń symbolicznych” - tak pisał w liście do artystów bł. Jan Paweł II i tak właśnie pojmuje swe posłannictwo Monika Frątczak-Rodak. Ta pełna nietuzinkowego wdzięku, pracowita mama dwóch małych synków, wspaniała żona i przyjaciel, codziennie udowadnia, że warto żyć w pokornej zgodzie z własnym duchem. Bo prawdziwą wartość dzieło osiąga jedynie wtedy, gdy jego twórca splata w sobie dobroć z uczciwie wyszkolonym talentem.

2013-08-12 14:15

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Odnaleziony obraz Matejki na wystawie i aukcji

Obraz „Święty Stanisław karcący Bolesława Śmiałego” Jana Matejki, który przez lata uznawano za zaginiony, zobaczyć można na wystawie w DESA Unicum w Warszawie. Dzieło, którego wartość szacowana jest na siedem mln złotych, będzie licytowane na aukcji 10 czerwca.

„Święty Stanisław karcący Bolesława Śmiałego” z 1877 roku odnaleziony został 12 lat temu. Od tego czasu znajdował się w rękach prywatnych.
CZYTAJ DALEJ

Ostatni romantyk nie zmieścił się w kadrze. O kinowej „Lalce” Macieja Kawalskiego

2026-10-06 12:30

[ TEMATY ]

film

felieton

Kino Świat

Kinowa „Lalka” Macieja Kawalskiego ma rozmach, piękne kostiumy i znakomitych aktorów. Zabrakło w niej jednak sceny, w której Prus zawarł być może swoje najważniejsze przesłanie: śmierci Ignacego Rzeckiego – ostatniego romantyka – i trzech łacińskich słów odnalezionych w jego kieszeni.

Podziel się cytatem W końcowym, powieściowym wątku „Lalki” Prusa doktor Szuman wypowiada do Ignacego Rzeckiego, wciąż czekającego na powrót Napoleona i Wokulskiego, znamienne słowa: „Romantycy muszą wyginąć, to darmo: dzisiejszy świat nie dla nich….Powszechna jawność sprawia to, że już nie wierzymy ani w anielskość kobiet, ani w możliwość ideałów. Kto tego nie rozumie, musi zginąć albo dobrowolnie sam ustąpić…”. Rzecki zostaje potem sam. Wkrótce umiera. W jego pokoju - z okrągłym stołem z czarnym kałamarzem, ćwierćwiekową pajęczyną i ćwierćwiekową firanką - gromadzą się dawni znajomi. Na koniec zostają tylko Szuman i Ochocki. „Przypatrz mu się pan - mówi doktor Szuman - ostatni to romantyk! Jak oni się wynoszą… Jak oni się wynoszą….”. Ochocki pochyla się, by ująć „zimną już rękę Rzeckiego”, gdy nagle w bocznej kieszeni zmarłego dostrzega list Węgiełka z nakreśloną strofą Horacego: Non omnis moriar (Nie wszystek umrę).
CZYTAJ DALEJ

Zabawa poważnymi sprawami

2026-10-07 09:15

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Premier wyszedł z Akademii Sztuki Wojennej, wsiadł do limuzyny i odjechał. Media czekały na słowo o marcowej rozmowie Władysława Kosiniaka-Kamysza z Donaldem Trumpem. Nie doczekały się. Zamiast tego, w rozmowie z tylko jedną stacją, Donald Tusk wrzucił w przestrzeń publiczną sugestię, że ta „dyskrecjonalna wymiana zdań” dotyczyła raczej „sytuacji wewnętrznej w Polsce”, a przed wojskowymi podbił to pompatycznie: „ani wróg, ani sojusznik — powiedział — nie będą decydować, kto w Polsce rządzi”. Brzmi jak deklaracja suwerenności, a przecież nikt nie potwierdził, że o tym w ogóle Kosiniak-Kamysz z Trumpem rozmawiali. W praktyce wszystko wygląda jak insynuacja rzucona w momencie, gdy trzeba podjąć kluczową dla Polski decyzję.

O treści spotkania nie wiedzą nawet najbliżsi. Radosław Sikorski do dziś nie ma notatki. Kierujący zespołem negocjacyjnym MON ds. ustanowienia bazy USA w Polsce, wiceminister Paweł Zalewski twierdzi, że o rozmowie dowiedział się… ode mnie. Kierownik placówki został wyproszony z kluczowej części. Cezary Tomczyk w Sejmie peroruje o „intrygach” rodem z czasów rozbiorów. Co ciekawe, w marcu sam wicepremier Kosiniak-Kamysz milczał w mediach społecznościowych, publikując zdjęcie z odznaczeniem dla amerykańskiego sierżanta. Zapewne nie chciał się chwalić spotkaniem, które zorganizowała mu kancelaria prezydenta, a premier Donald Tusk, który wcześniej stawiał wszystko przeciw Trumpowi i nazywał go rosyjskim agentem, teraz liczy, że Karol Nawrocki przypomni w Białym Domu o obietnicach stałej obecności. Jak trwoga, to do prezydenta.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję