Można liczyć, że takie postrzeganie kiedyś zmieni Papież, Episkopat, albo chociaż proboszcz czy wikary na parafii... Kościół przecież to my i dlatego...
Moja i Twoja w tym głowa, żeby nie chować jej w piasek, ale zgodnie ze swoimi talentami i umiejętnościami udowadniać, że wierzący to nie są ludzie marginesu, zaściankowi w swoich poglądach i niegodni bycia w świecie ze względu na przynależność do Chrystusa.
Właśnie ze względu na Niego nie możemy ukrywać tego co w nas najlepsze i czym możemy ubogacać społeczeństwo.
Dziś na ścianie w naszym mieszkaniu zawisł piękny prezent od Karoliny Szostkiewicz-Jaros. Dziękujemy za ten plakat autorstwa Błogo. To prawdziwe współczesne dzieło sztuki, inspirowane Słowem Bożym w kapitalnej grafice. Patrząc na tę kompozycję ma się poczucie absolutnego obcowania z talentem i pomysłowością, kreatywnością i nietuzinkowymi rozwiązaniami. Czy nie takie cechy są dziś pożądane w świecie? A to, że okraszone wartościami chrześcijańskimi, czy to przeszkadza?
Tomasz Wolny pożegnał się w social mediach z "Pytaniem na Śniadanie" i wspomniał, że zarzutem przy zwolnieniu miała być wiara. I tu jako chrześcijanka, ale i dziennikarka katolicka, która pisze do Tygodnika Katolickiego Niedziela, chciałam zapytać tutaj wszystkich moich znajomych, i tych zaangażowanych religijnie i tych całkiem spoza, tych wierzących i praktykujących i tych, którym z Kościołem nie po drodze...
Czy nie jest tak, że najpierw powinniśmy być po prostu ludźmi, a potem takimi czy innymi pracownikami, wierzącymi, itp.?
Wolimy szukać tego co nam w sobie przeszkadza, niż tego co nas może wzajemnie budować. Patrzę na ten nasz plakat i czytam: "nie brak mi niczego".
Oby faktycznie nie brakło nam nigdy siły i zapału na po prostu spotkania z człowiekiem, bez względu na to z którego miasta jest, w co wierzy, co nosi i czego słucha. Chciejmy się docenić ponad tym.
Zobacz więcej wpisów Angeliki Kaweckiej
Majestat Boga a pokora człowieka
Zapytano mnie, co sądzę o słynnej Mszy św. celebrowanej przez abp. Grzegorza Rysia. Problem jest poważny przede wszystkim z tej racji, że dotyczy nie tylko księdza arcybiskupa, ale też wielu innych kapłanów. Nie chodzi o to, by teatralnie rozrywać szaty, ale trzeba zwrócić uwagę na pewne zjawisko o charakterze duchowo-teologicznym.
Aby je dobrze ukazać, trzeba sięgnąć do przemówienia papieża Piusa XII, które wygłosił do uczestników Międzynarodowego Kongresu Duszpasterstwa Liturgicznego w Asyżu 22 września 1956 r. Stanowi ono jedną z najważniejszych wypowiedzi papieskich na temat Liturgii, które padły w XX wieku. Papież zwrócił w nim uwagę, że Liturgia jest dziełem Boga i Chrystusa, którego obecność przenika sprawowanie tejże Liturgii. Przypomniał w tym przypadku – wyrażając to nowym językiem – tradycyjne spojrzenie na Liturgię, które towarzyszyło Kościołowi w ciągu wieków, a które w Liturgii na pierwszym miejscu stawia działanie Boże. Pius XII zaznaczył wyraźnie, że Liturgia jest ponadto dziełem człowieka, bo to człowiek – kapłani i wierni świeccy – za pośrednictwem znaków, gestów i słów urzeczywistnia dzieło Boga. W spojrzeniu na Liturgię, począwszy od pojawienia się ruchu liturgicznego w połowie XIX wieku, coraz bardziej zaczął dochodzić do głosu wymiar ludzki. Papież zauważył ten fakt, dlatego we wspomnianym przemówieniu wskazał na potrzebę nie tylko zachowania równowagi, ale też zabezpieczenia prymatu Boga.
CZYTAJ DALEJ
Zobaczyć Go naprawdę potrafi tylko wiara
„Marność nad marnościami - wszystko jest marnością”. Hebrajskie hebel oznacza dosłownie tchnienie, obłok pary, coś, czego nie da się uchwycić w dłoń. Wulgata utrwaliła przekład vanitas vanitatum. Kohelet jest mędrcem, który postanowił zmierzyć życie „pod słońcem” samym doświadczeniem, bez sięgania po obietnice, i uczciwie zapisał wynik pomiaru. Zysku brak. „Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem?” Wielka pieśń o kołowrocie natury, pokolenia przychodzą i odchodzą, słońce wschodzi i zachodzi, wiatr kołuje, rzeki płyną do morza, które nie może się napełnić, ma w sobie hipnotyczny rytm i celowo prowadzi donikąd. Wszystko się porusza, nic nie dochodzi do celu. Nawet pamięć zawodzi: „nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli”. Starożytność pogańska znała ten zawrót głowy wiecznego powrotu. Kohelet wypowiada go wewnątrz Izraela, jakby chciał doprowadzić czytelnika do ściany, za którą może być już tylko Bóg. Kościół czyta Koheleta po to, by przejść jego szkołę odwyku od iluzji. Hieronim, który tej księdze poświęcił osobny komentarz, wspomina, że czytał ją z uczennicą Blezyllą właśnie po to, by nauczyć ją pogardy dla świata przemijającego. „Marność” nie jest ostatnim słowem Objawienia, ale jest słowem koniecznym. Dopóki człowiek liczy na to, że „coś pod słońcem” go nasyci, dopóty nie zapyta o to, co ponad słońcem. Vanitas jest przedsionkiem Ewangelii.
CZYTAJ DALEJ